"Dławiący horror" Robert E. Howard
Do Bogusława Lindy przykleiło się powiedzenie: „Co ty wiesz o zabijaniu?”, ale ja dziś je trochę zmienię i zapytam się was: „Co wy wiecie o strachu?”. Czego najbardziej się boicie?. Robert E. Howard w zbiorze opowiadań pt. „Dławiący horror” opowiada o rzeczach, jakie się „filozofom nie śniły”. O mocach, wydarzeniach tak przerażających, że ich świadkowie nie mieli siły nawet krzyczeć. Wielu postradało zmysły ze strachu. Czy chcecie o nich przeczytać?
Rozpoczęłam tą recenzję mocno, jednak zaznaczyć muszę, że „Dławiący horror” to zbiór raczej klimatycznych niż brutalnych tekstów, aczkolwiek Howard potrafi „porazić” dobrym momentem. Autor, przede wszystkim, świetnie buduje atmosferę niepokoju. Ależ on potrafi subtelnie oplatać swoich bohaterów mackami grozy, aż nagle orientują się, że już jest za późno. Uwielbiam takie horrory, bo w moim odczuciu to właśnie klimat jest nieodłączną cechą tego typu tekstów.
Uważam również, że opowiadania zawarte w publikacji „Dławiący horror” warto sobie dawkować. Teoretycznie są one różnorakie od starożytnych tajemnic, przez pseudonaukowe dywagacje, po pełne magii, tajemniczych istot i dawnych wierzeń. Natomiast mają pewien wspólny mianownik. Widać tu silną inspirację twórczością Lovecrafta, prastarymi mocami i równoległymi wymiarami. Bohaterowie z opowiadań Howarda budzą siły, których nie są w stanie pojąć nie przypuszczając nawet, z czym igrają.
Mamy tu grozę w starym stylu, ale dużo mocniejszą, brutalniejszą niż chociażby klasyczne opowiadania o duchach. Zebrane teksty niby są różnorakie, ale jednak gdzieś tam podobne. Szczególnie docenią je fani klimatycznego horroru, którzy polubili się z prozą Lovecrafta, ale też pasjonaci dawnych wierzeń, a także fani takich seriali jak chociażby „Stranger Things”. Co kryją równoległe wymiary? Nie chcecie się przekonać.
[Egzemplarz recenzencki]


obawiam się, że o zbyt "mocna" lektura jak dla mnie
OdpowiedzUsuńŚwietnie wprowadzający tekst. Bardzo klimatyczna zapowiedź, która od razu budzi ciekawość, zwłaszcza to nawiązanie do kultowego cytatu i Lovecrafta. Horrory, w których to gęsta atmosfera i poczucie niepokoju grają pierwsze skrzypce, zamiast samej brutalności, potrafią najgłębiej zapaść w pamięć. Dawkowanie sobie takich opowiadań to chyba najlepszy sposób, żeby w pełni docenić ten stary, dobry styl grozy. Zgadzam się, że to właśnie ten subtelnie budowany klimat mrozi krew w żyłach najbardziej. Chętnie sprawdzę, jak Howard poradził sobie z tymi równoległymi wymiarami.
OdpowiedzUsuń