Wiecie, dlaczego nie lubię czytać romansów? Bo zazwyczaj postacie kobiecie są naiwne i głupiutkie, a mnie to boli. Ale w powieści „Ścigając płomienie” Magdaleny Artomskiej-Białobrzeskiej mamy inteligentną, ambitną bohaterkę, która utknęła w swoim życiu. Inga jest specjalistką od PR. Z zaangażowaniem podchodzi do swojej pracy i szanuje pieniądze, w przeciwieństwie do partnera, artysty, któremu niewiele w życiu wyszło. Czy to pasmo sukcesów Ingi i niepowodzeń Daniela było zarzewiem ich nienawiści? Bo trudno powiedzieć, żeby siebie lubili, o miłości nawet nie wspomnę. Inga nie wytrzymuje kolejnej kłótni. Psychicznie zmęczona chłopakiem, a fizycznie nadmiarem obowiązków wyjeżdża na Warmię. Chce odetchnąć i popracować w miłych okolicznościach przyrody. Tam spotyka Patryka, mężczyznę w którym kiedyś się podkochiwała. Dawne uczucia ożywają, szczególnie że Inga też nie była mu obojętna. Jednak pewne tajemnice nie pozwalają im w spokoju cieszyć się sobą. Tajemnice, które mogą nawet kosztować życie.

Artomska-Białobrzeska łączy w tej powieści elementy obyczajowe i sensacyjne. Co ciekawe (i ważne) nie jest to – tak ostatnio popularny – romans gangsterski. Ta sensacja wynika z profesji Patryka, który pracuje w służbach mundurowych, grupie realizacyjnej – czyli bierze udział w akcjach największego ryzyka. Jedno z jego zadań splata z życiem Ingi. I tak bohaterowie od sielanki, radości towarzyszącej spotkaniu i odbudowywania starych uczuć, wpadają w wir niebezpiecznych wydarzeń.
Jest to też oczywiście opowieść o ponownym spotkaniu, o drugiej szansie, ale także konsekwencjach swoich wyborów i walce o niezależność. Artomska-Białobrzeska kreuje świetnych wyrazistych bohaterów. Postacie ciekawe, kompletne, bo dźwigające na barkach cały ciężar przeszłości. Przeszłości, która sprawiła, że są w takim, a nie innym punkcie. Przeszłości, do której trzeba wrócić, aby wybrać dalszy kierunek marszu przez życie.
Autorka zadbała o tę książkę. Emocje i dramatyzm dawkowane są w porządnych porcjach. Jeżeli chodzi o styl, jest całkiem dobrze, chociaż dostrzegam tu drobne kanty i maniery charakterystyczne dla autorek książek o miłości. Chociażby to, że suknie balowe w powieściach historycznych nie są opisywane tak szczegółowo, jak jeansy, które zakłada na siebie bohater romansu. Aczkolwiek Artomska-Białobrzeska nie przesadza. Mam wrażenie, że raczej ulega pewnym trendom. A przy tym uważam, ze powinna o nich zapomnieć i spróbować wyróżnić się wśród autorek powieści o miłości. Ma do tego predyspozycje.
W „Ścigając płomienie” świetnie zrealizowano motyw drugiej szansy pomysłowo ożywiając go wątkiem sensacyjnym. Romans przy, którym trudno się nudzić, bo bohaterowie szybko zostają porwani przez prąd wydarzeń. Towarzyszy temu mnóstwo emocji, ale też walki. Czy uda im się ją wygrać?
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Brzmi jak fajnie wyważona książka. Musze jej poszukać online ;) Miłego dnia!
OdpowiedzUsuńAngelika
Interesting.
OdpowiedzUsuńOd czasu do czasu lubię sięgnąć po romans.
OdpowiedzUsuńŚwietna, dojrzała recenzja. Największą wartością Twojego tekstu jest to wyważenie: z jednej strony doceniasz ucieczkę od utartych schematów i postawienie na sprawczość bohaterki, z drugiej celnie punktujesz gatunkowe nawyki autorki. Uwaga o szczegółowości opisu dżinsów trafiła w samo sedno. Zachęciłaś mnie, żeby dać tej książce szansę, choćby dla tego wątku sensacyjnego.
OdpowiedzUsuńMyślę, że ten romans mógłby mi się spodobać 😊
OdpowiedzUsuń