"Ludzka przystań" John Ajvide Lindqvist
Ostrzegano go, aby nie szedł na ten spacer. Ktoś miał przeczucie, że stanie się coś złego. I stało się. Jego małą córeczka Maja po prostu wyparowała. Pozostały ślady na śniegu prowadzące do nikąd. Pogrążony w rozpaczy ojciec nigdy nie przestał myśleć o tym dniu. Czy ślady córeczki, które codziennie dostrzega są prawdziwe, czy podsuwa mu je chory ze smutku umysł.
Akcja powieści „Ludzka przystań” Johna Ajvide Lindqvista dzieje się na szwedzkiej wyspie. Jest to surowe i hermetyczne tło. Takie miejsca zawsze dobrze korespondują z samotnością. Potęgują poczucie straty, a obcowanie naturą – tu dodać muszę w chodnej aurze – sprawia, że bohaterowie wydają nam się bezradni. Dodają jakiś dziki, pierwotny pierwiastek czyniąc człowieka malutkim. W przypadku „Ludzkiej przystani” w grę wchodzą też elementy nadprzyrodzone. Czy człowiek ma w ogóle szansę w takim starciu?
Swego czasu zakochałam się w prozie Lindqvista. „Życzliwość” zachwyciło mnie dawką emocji i przeraziło złą energią, jaka wypływała z fabuły. „Pozwól mi wejść” to w mojej ocenie majstersztyk powieści grozy. Powieść obszerna, a przy tym oszczędna i surowa. Co do „Ludzkiej przystani” mam mieszane uczucia. Z jednej strony straszna sprawa, świetne tło i klimat. Wątek robaka to „kremik na ciasteczku”. Z drugiej właśnie… tło. Szczegółowe spojrzenie na przyrodę. Opisy, które wręcz pozwalają nam odetchnąć miejscem akcji, chyba trochę zabierały uwagę od istoty tej historii. A może właśnie miały być jej częścią? Jednak nie wszyscy czytelnicy to lubią i ja jestem z tych, co raczej trochę nudzą się przy takich fragmentach.
Co do fabuły, jest ciekawa ale chaotyczna. W moim odczuciu autor trochę ją przekombinował. Serwuje nam sporo retrospekcji. Wątków jest dużo. Trudno uchwycić sens tej powieści. Do tego stopnia, że na początku zwątpiłam, czy nie czytam zbioru opowiadań. Ponad to sprawiają one, że powieść jest raczej melancholijna. Elementy grozy, które tak zauroczyły mnie w innych książkach tego autora, schodzą na drugi plan.
Lindqvista zawsze będę ceniła za klimatyczną grozę, jednak „Ludzkiej
przystani” nie mogę zaliczyć do grona moich ulubionych książek. Zbyt
melancholijnie, zbyt chaotycznie. Nie zaprzeczę, że ma ona rewelacyjne momenty,
ale obok nich są też takie, że kompletnie odpływałam myślami. Przy autorze,
który miał u mnie tak wysoko postawioną poprzeczkę, nie dziwi, że tę pozycję
oceniam średnio.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz