"Słownik pojęć utraconych" Pip Williams
Czy słowa opisują, czy kształtują rzeczywistość? Z taką refleksją zostawiła mnie powieść „Słownik pojęć utraconych” autorstwa Pip Williams. Właściwie powinny opisywać, ale obserwując fabułę tej książki nie możemy pozbyć się myśli, że ktoś tym słowom nadaje znaczenie i moc. Czy mając władanie nad słowami można utrzymać władzę nad ludźmi?
Anglia, przełom XIX i XX wieku. W toku fabuły obserwujemy, jak dorasta Esme. Dziewczynka wychowana wśród słów. Jej ojciec pracuje nad słownikiem języka angielskieg, a spragniona wiedzy córka chętnie dyskutuje z nim na temat słów właśnie. Pewnego dnia pod stół spada karteczka ze słowem „dziewka”. Od tego momentu Esme zaczyna kolekcjonować porzucone wyrazy, a w tle trwa walka o prawa kobiet. Jaką rolę odegrały w niej słowa?
Opis tej książki wręcz mnie zauroczył. Miałam okazję czytać klika powieści, które na tle różnych obyczajowych historii, prowokowały do zastanowienia się nad mocą słowa. Tu mamy słowa i walkę o prawa kobiet. Słowa, którym znaczenie nadają mężczyźni, którzy tę rolę kobiet przez wieki umniejszali. Liczyłam na to, że ta powieść bardziej mną wstrząśnie. Natomiast Pip Williams napisała coś lirycznego i niemal filozoficznego. Esme pomału wychodzi ze swojej bańki. Ze świata, w którym swobodnie mogła się uczyć i zaspokajać swoją ciekawość. Proces ten przetkany jest ciekawymi rozmowami właśnie na temat słów i ich znaczeń.
Nie zaprzeczę, że „Słownik pojęć utraconych” jest mądrą książką, a jej autorka naprawdę przemyślała to, co chce czytelnikom przekazać. Natomiast jest to książka, która wymaga czasu. Mówiąc o słowach Pip Williams karze nam się na tym słowie skupić. Nie wyobrażam sobie, czytać tę powieść jednym ciągiem. To wydaje mi się zbyt męczące i bezcelowe. Fabuła jest wręcz wolna, a my musimy się do niej dostosować. Musimy dać sobie czas na przemyślenie dyskusji i wydarzeń, których jesteśmy świadkami.
[Egzemplarz recenzencki]


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz