"Victorian Psycho" Virginia Feito

„Czasami stworzenie Pańskie po prostu rodzi się złe i nic nie da się zrobić, nic a nic.”1 Jak uważacie, czy człowiek jest z natury zły czy dobry? Winifredzie z powieści „Victorian Psycho” mówiono, że jest demonem nie człowiekiem, do szpiku kości zła. I ów kobieta zatrudnia się jako guwernantka u państwa Pounds. Przybywa do domu pełnego obłudy, którą komentuje, na którą reaguje na swój sposób. Dni zlewają się jeden z drugim,a w Winifredą zawadnia mrok. Kiedy przyjeżdża „jest wczesna jesień, chłód dopiero się zaczyna, a wciągu trzech miesięcy wszyscy w tym domu będą martwi.”2

Virginia Feito ściąga romantyczna zasłonę z bogatych domów. Ensor House to wspaniała rezydencja, ale za jej murami znajdziecie chłód, egoizm i obłudę. W domu nie trzeba grać, tym bardziej nie trzeba grać przed służbą. Winifreda widzi najgorsze oblicza swoich mocodawców, a Feito, w pewien makabryczny sposób bawi się konwencją wiktoriańskiej powieści ukazując rodzinę, w której wszyscy maja siebie dosyć i traktują się z pogardą.

Guwernantka sprawa wrażenie obojętnej i ta obojętność jest jest bronią. Potrafi, zachowując ustaloną formę, brutalnie skomentować rzeczywistość. Jest w tym komizm i makabra. Feito sprawia, że patrzymy z obrzydliwością na ówczesne społeczeństwo, na to jak traktują siebie nawzajem. Są dla nas śmieszni, żałośni i wstrętni. Winifredna jest demoniczna, ale też cudownie szczera i tą szczerością nas kupuje. Jakby tylko ona przejrzała na oczy w tym zepsutym świecie, a obojętność stałą się jej tarczą. Tylko czy wystarczająco mocną?

Feito rewelacyjnie zabawiła się konwencją obracając ją w kierunku horroru i uwypuklając zgnilizny. Przyznam, że jestem zachwycona. Jednak muszę też zaznaczyć, że przez znaczą cześć książki autorka wędruje od sceny do sceny, jakby chciała uchwycić makabrę sytuacji. Historia wyłania się z tego dość opornie, co dla niektórych czytelników może być minusem. Jednak kiedy się nagle wyłoni, kiedy załapiemy motywy Winifredy... Pamiętacie, jak pisałam o kryminale „Bez powrotu”, gdzie Lisa Gray jednym zdaniem zepsuła mi zabawę? Virginia Feito jednym zdaniem ją zaczęła. Sprawiła, że spojrzeliśmy na opisywany świat inaczej, a powieść przybrała jeszcze bardziej - jeżeli to w ogóle możliwe – makabryczny i tragiczny wydźwięk. Jedno zdanie stało się przyczynkiem do dyskusji o naturze człowieka i wzajemnym szacunku. Odwróciło role oprawcy i ofiary.

Jak tylko zobaczyłam zapowiedź „Victorian Psycho” wiedziałam, że choćby świat miał się skończyć, będę to czytała. I nie zawiodłam się. Odważne przełamanie konwencji makabrą okazało się udanym przedsięwzięciem. Możemy mieć wątpliwości, czy na miejscy niejako śmiać się z ówczesnych konwenansów. Odpowiem tak, jeżeli kiedyś ktoś będzie śmiał się w takim stylu z nas, to proszę bardzo.

1 Virginia Feito, "Victorian Psycho", przeł. U. Gardner, wyd. Mova, Białystok 2026, s. 173.

2 Tamże, s. 18.

[Egzemplarz recenzencki]

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie opisałaś tę postać i motyw demaskowania salonowej obłudy. Pytanie o naturę zła w takim mrocznym wydaniu zawsze budzi emocje, a skoro autorka potrafi jednym zdaniem zmienić optykę całej historii, to musi być wyjątkowo przemyślana lektura. Twoja recenzja sprawiła, że mam ochotę to sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka świetnie to ujęła. I mam jak Ty Joasiu - ja po Twojej recenzji mam ochotę sięgnąć po wyżej wymienioną książkę . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Asia Czytasia , Blogger