Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Bednarek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justyna Bednarek. Pokaż wszystkie posty
"Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba" Justyna Bednarek

"Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba" Justyna Bednarek

Na rynku można znaleźć książki w konwencji „Biblia dla najmłodszych”, w których opowieści biblijne zostały napisane na nowo, językiem zrozumiałym dla dzieci. Justyna Bednarek w publikacji „Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba” idzie o krok dalej. Rezygnuje z „suchej” narracji mającej na celu jedynie opowiedzenie historii. Śmiało zmienia perspektywę – osobową, a czasami też czasową – aby pokazać cuda Jezusa inaczej. Może lepiej, a na pewno ciekawie.

Przyznam, że zaskoczyło mnie podejście Justyny Bednarek. Decydując się na przeczytanie tej książki byłam gotowa na opowieści o cudach jakich dokonał Jezus, ale nie w aż tak zmienionej konwencji. Otwieram książkę, i na dzień doby „wita” mnie opowieść o pasterce Racheli, która długo czekała na dziecko, w której to ona sama jest narratorką. Następnie autorka przytacza dość znaną przypowieść, o weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie zabrakło wina. Tym razem przedstawionej z perspektywy panny młodej. Cud rozmnożenia pokarmu na pustyni relacjonuje – po wielu latach – sierota, który był świadkiem tych wydarzeń. Itd., itp. Zapoznajemy się z kolejnymi cudami i oglądamy je z innej płaszczyzny. Ba nawet współczesnej np. opowieść o monecie znalezionej w rybie wysłuchuje mały chłopiec pozostawiony pod opieką sąsiada, a historię figowca przytacza biolog podczas wykładu, a w jednym opowiadaniu narratorką jest.. świnia. Jak widzicie Justyna Bednarek śmiało wachluje się narratorami, aby uwypuklić walor cudu.

Małymi cudami są tez ilustracje w książce. Postacie (i inne detale) dziergane przez Annę Salomon zachwycają precyzją wykonania. Ktoś wpadł na niebanalny pomysł, jak zilustrować opowiadania Justyny Bednarek. Nadają one książce przytulnego, domowego charakteru. Dzięki nim przyznajemy, że cuda to coś wyjątkowego, ale też coś bliskiego, co może przytrafić się każdemu.

Pewnie część z was zastanawia się, czy taka książka to dobry pomysł na prezent na komunię albo święta. Myślę, że tak. Publikacje tego typu pozwalają dzieciom lepiej, w bardziej zaangażowany sposób przeżywać takie wydarzenia. Do tego Justyna Bednarek w ciekawym stylu uchwyciła i same cuda przypisywane Jezusowi, jak i ich mistyczny wymiar.

[Egzemplarz recenzencki]

"Piąta kura u wozu" Justyna Bednarek

"Piąta kura u wozu" Justyna Bednarek

Porozmawiajmy o jajkach. Na miękko, na twardo, sadzone, w koszulce, jajecznica – jajka na dobre wpisały się do naszej diety i to świetnie, bo podobno dostarczają wielu witamin i minerałów. Samo dobro. Ale czy wiemy, jak to najzdrowsze jajko wybrać? Justyna Bednarek w książce „Piąta kura u wozu” opowiada, w humorystyczny sposób, o kurzych fermach.

Tytuł książki nie jest przypadkowy, bo do gromadki państwa Ogórków dołącza czarna kura, która otrzymuje imię Kurademolka. Okazuje się ona prawdziwą rewolucjonistką. Ale po kolei. Ania, najstarsza Ogórkówna, jedzie na wycieczkę szkolną do wiejskiego gospodarstwa. Tam ogląda szczęśliwe krowy i hasający po podwórku drób. Kiedy dziewczynka zawędruje na obrzeża gospodarstwa, zauważy ponury budynek, a w nim... Kurzy horror. Setka kur zamknięta w klatach. Zaczyna się akcja – a właściwie akcje, bo kilka grup angażuje się w tę sprawę – odbicia zakładniczek.

Być może dla kogoś uwrażliwianie na losy drobiu wyda się śmieszne, ale fakty nie kłamią, że to są żywe istoty, które czują. A jeżeli ten argument wyda się wam absurdalny to porównajcie sobie jajko i jajko. Mam znajomych, którzy trzymają przy domu 3 kury. Tak pysznych jaj z ogromnymi żółtkami nie kupisz nigdzie. A zabawa z tymi damami to dla dzieci istna frajda. Dlatego jestem zachwycona, że Justyna Bednarek wzięła na warsztat temat kurzych ferm. Aż prosiło się, żeby w kurzej serii przewinęła się problematyka kur hodowlanych. Być może jest ona drastyczna, ale ta autorka i jej książki wyróżniają się humorem i szaleństwem. Czy pięć kur kradnących samochód i jadących ratować koleżanki nie wywołuje waszego uśmiechu? To mogła wymyślić tylko pozytywna wariatka. Co prawda nie znam autorki osobiście, ale patrząc na jej książki taka właśnie ją sobie wyobrażam.

[Egzemplarz recenzencki]

"Hip, hip kura!" Justyna Bednarek

"Hip, hip kura!" Justyna Bednarek

Kury na dobre zadomowiły się u Państwa Ogórków i można je nazwać strażniczkami tej rodziny. Ich pomoc jest znów niezbędna, bo Ogórkowie stracili głowy dla... telefonu.

Telefony komórkowe to nasza codzienność. Ułatwiają wiele spraw, przez co czasami zapominamy, jakie zagrożenie mogą nieść. Justyna Bednarek genialnie "ugryzła" ten temat w książce "Hip, hip kura!" Każdy z członków rodziny Ogórków pokocha telefon za coś innego i przez niego wpakuje się w mniejszą lub większą kabałę. Dzwonienie dla żartu, fałszywa tożsamość, nieprecyzyjne informacje, gry, reklamy i zakupy online - przy pomocy telefonu można nieźle narozrabiać. Dobrze, że kury czuwają i są odporne na jego "wdzięki".
Justyna Bednarek zajmuje bardzo wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu twórców dla dzieci. Zachwycałam się humorem, którego w książkach jej autorstwa nie brakuje. Tym razem oczarowała mnie inteligencją i pomysłowością. Brak mi słów, aby opisać jak wspaniale zaprezentowała niebezpieczeństwa związane z używaniem telefonu i Internetem. Zabawne sytuacje, trochę magii i pierzaste obrończynie rodziny, które walczą z technologicznym wrogiem - to wszystko sprawia, że dostajemy zabawną, wciągającą książkę z jasną, dającą do myślenia treścią.

[Egzemplarz recenzencki]
"O kurza twarz!" Justyna Bednarek

"O kurza twarz!" Justyna Bednarek

Kurom też należy się urlop. Rodzina Ogórków postanawia wyjechać w komplecie i zabrać swoje wszystkie zwierzaki. Jadą do Kurortu Kameralnego w miejscowości Ulęgałka Górna. Państwo Letniewscy najlepiej jak potrafią ugoszczą tę osobliwą gromadę. Poza rodziną Ogórków do kurortu zmierza również śpiewaczka autostopowiczka, Pani Alicja, i jej kot Czarna Mamba. Czy będzie to udany wyjazd?

„O kurza twarz!” czyli kontynuacja perypetii czterech kur rasy brahma, które zamieszały z rodziną Ogórków i namieszały w ich życiu. Tom pierwszy, „Kury z grubej rury” zakończył się, kiedy rodzina planowała urlop. Justyna Bednarek postanowiła pociągnąć ten wątek i czytelnicy mają okazje popatrzeć, jak ten urlop bohaterowie będą spędzać. Potowarzyszymy im podczas kąpieli w jeziorze, zobaczymy koncert wybitnej śpiewaczki, popatrzymy w gwiazdy. A w międzyczasie będą jaja, że hej – w sensie dosłownym i w przenośni. To co dobre szybko się kończy. Trzeba wracać do domu i codziennych spraw – znowu chodzić do szkoły i do przedszkola, szykować urodziny mamy, a potem święta. W tym wszystkim towarzyszą Ogórkom kury służąc dobrą radą i pomagają im spełniać marzenia.

Jeżeli miałabym ocenić Justynę Bednarek przez pryzmat jej książek, to widzę inteligentną, pozytywną wariatkę. Nie dziwię się, że postanowiła napisać bajki o kurach, bo tworzy z jajem. Być może znacie cykl o Skarpetkach. Jeżeli tak, to w „Kury z grubej rury” i „O kurza twarz!” mamy podobny rodzaj humoru. Autorka kreuje szalone sytuacje i problemy, a bohaterowie podchodzą w oryginalny sposób do ich rozwiązania. Akurat w tym przypadku mamy kurze patrzenie na świat. Umiecie to sobie wyobrazić? Justyna Bednarek śmiało bawi się językiem, aby książka była jak najbardziej kurza, pierzasta i jajcarska.

Książka "O kurza twarz!" dostępna jest w księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl Sprawdźcie również inne książki dla dzieci w  ofercie księgarni.

[Egzemplarz recenzencki]


"Kury z grubej rury" Justyna Bednarek

"Kury z grubej rury" Justyna Bednarek

Kury lubią naszą domową biblioteczkę. Miałam okazję pisać o cyklu „Brygada Brawurowych Kur” oraz książce „Szalone kury pana Dropsa”. Mogłabym powiedzieć, że wystarczy w domu tego drobiu, ale kiedy o kurach pisze wspaniała Justyna Bednarek – znana m.in. z cyklu o Skarpetkach – to ja biorę to w ciemno. Książka, którą mam na myśli zatytułowana jest „Kury z grubej rury”. Zapraszam do przeczytania mojej opinii.

Bohaterkami tej publikacji są cztery kury rasy brahma: Augusta, Hildegarda, Belka i Żaneta. Wychowane, a potem porzucone przez indyczkę trafiają do państwa Ogórków i przewracają ich życie do góry nogami. Najwięcej dobrego „zrobią” dla sześcioletniego Wojtka, który trudno nawiązuje nowe znajomości, ale z kurami dogada się całkiem dobrze. Dzięki kurom Wojtek okaże się niezłym organizatorem imprez i zdobędzie kolegów. Inni członkowie rodziny tez odczują ich obecność. Kury udowodnią, że powiedzenie „pisać, jak kura pazurem” jest niesprawiedliwe i przekonają wychowawczynię ośmioletniej Ani, że brzydki charakter pisma to nie powód do skarg. Uratują fasolę pana Ogórka, który jest biologiem. Ocalą najmłodszą z Ogórków przed groźnym upadkiem, a wespół ze szczekającym kogutem i przystojnym gawronem ochronią nawet dobytek swoich opiekunów.

Książka napisana jest na pograniczu powieści i zbioru opowiadań. Poszczególne rozdziały należy czytać po kolei, bo autorka nawiązuje do już opisanych wydarzeń, ale każdy fragment to jakaś z przygód tytułowych kur. A owe przygody to istne szaleństwo. Kury – według Justyny Bednarek – to prostolinijne istoty. Jak uratować piękną, acz więdnącą fasolę. Trzeba jej dać pokarm dla ciała i duszy. Dla ciała najlepszy nawóz, czyli kurze... Domyślcie się co. Dla ducha wzruszająca opowieść. Fragment, kiedy jedna z kur przebiera się za panią Ogórkową i dyskutuje z nauczycielką to mistrzostwo świata. Takimi argumentami można wygrać nie jedną dyskusję. Nie przytaczając więcej scenek, aby za dużo nie zdradzić napiszę tylko, że książka jest przezabawna. Jeżeli znacie cykl o Skarpetkach to jest to podobny rodzaj humoru.

Jedyne do czego bym się przyczepiła to charaktery kur. Na początku książki mamy wymienione najważniejsze postacie i o każdej napisano zdanie – ta mądra, ta wesoła itp.. Natomiast w trakcie czytania indywidualne cechy kur są słabo zarysowane. Mi one (kury) zlewały się w jedną postać.

Justyna Bednarek musi być niezłą wariatką. Skąd ona bierze te pomysły na bajki dla dzieci? Skąd ona bierze te cięte riposty? Jakim cudem tak przekornie, acz szczerze opisuje nasz świat? Chciałabym zobaczyć, co siedzi w główce tej pisaki, bo – patrząc przez pryzmat jej książek – musi to być niezła impreza. Pisząc o bajce jej autorstwa po raz kolejny mogę stwierdzić, że polecam. Jest czad.

Książka "Kury z grubej rury" dostępna jest w księgarni internetowej TaniaKsiazka.pl Sprawdźcie również inne książki dla dzieci w  ofercie księgarni.

[Egzemplarz recenzencki]

"Bolek i Lolek i piracka przygoda" Justyna Bednarek

"Bolek i Lolek i piracka przygoda" Justyna Bednarek

Ahoj marynarze! Wyruszamy w rejs razem z kultowymi bohaterami bajki da dzieci, Bolkiem i Lolkiem. Podnosimy kotwicę i wypływamy na poszukiwanie rudobrodego pirata Johna Kanaki, który narozrabiał w domku na drzewie chłopców.

Książka „Bolek i Lolek i piracka przygoda” dedykowana jest przedszkolakom. Jak sobie ją przekartkujemy zauważymy duże ilustracje i krótkie fragmenty tekstu, które są charakterystyczne dla publikacji dla dzieci w tym wieku. Natomiast sama opowieść może być dla młodego czytelnika wyzwaniem. Opiera się ona na tym, że chłopcy bawią się z marynarzy. Wyobrażają sobie, że płyną statkiem itp. Problem w tym, że fikcja miesza się z rzeczywistością. Bohaterowie raz są w domku na drzewie, a nagle widzimy ich narysowanych w statku (prawdziwym statku, a nie, przykładowo, w misce). Maluchy mogą mieć problem z „załapaniem”, iż dają nura do wyobraźni Bolka i Lolka, z rozróżnieniem, co wydarzyło się naprawdę.

Książka ma podtytuł „Bajka o odwadze”, a wydawca obiecuje: „Bolek i Lolek pomogą twojemu dziecku w odważnym podejmowaniu codziennych wyzwań.”1 A ja za bardzo nie mam pomysłu, jak mogłabym wykorzystać tę książkę w takim kontekście. Szczerze to widzę historyjkę o dwóch chłopcach, którzy cudownie się bawią. Tak pokonują „złego pirata”, ale takie było założenie zabawy. Nie wiem, jak miałabym ją odnieść to sytuacji, kiedy dziecko boi się iść do przedszkola, lekarza itp., albo wystraszy się czegoś. Nie czuję, że Bolek i Lolek swoim postępowaniem zrobili coś odważnego (będę to pisać do znudzenia – oni wyłącznie się bawili). Przełożenie odwagi bohaterów z bajki na prawdzie życie wydaje mi się, w tym przypadku, zbyt abstrakcyjne.

„Bolek i Lolek i piracka przygoda” to publikacja nie łatwa w odbiorze, ale my się wyzwań nie boimy. Do tego moja córka lubi morskie motywy i po zobaczeniu książeczki zawołała: „Wow, to jest o piratach”. Dlatego potraktujemy jej czytanie rozrywkowo. Jeżeli wyniknie z niego rozmowa o odwadze, to fajnie. A jak nie, też dobrze. Nie będę na siłę wyciągała z niej czegoś, czego nie widzę.

1 Justyna Bednarek, „Bolek i Lolek i piracka przygoda. Bajka o odwadze”, wyd. Znak emotikon, Kraków 2023, okładka.

W serii "Rosnę z Bolkiem i Lolkiem" do tej pory ukazały się:

"Bolek i Lolek i piracka przygoda. Bajka o odwadze"

"Bolek i Lolek szukają skarbu. Bajka o wychodzeniu z tarapatów"

"Bolek i Lolek i zaczarowana lokomotywa. Bajka o kreatywności"

[Egzemplarz recenzencki]

"Zielone piórko Zbigniewa" Justyna Bednarek

"Zielone piórko Zbigniewa" Justyna Bednarek

Mama małej Be marzy o papudze, dlatego w ich domu pojawia się Zbigniew. Okazuje się on „typem spod ciemniej gwiazdy” i skutecznie utrudnia życie pozostałym członkom rodziny. Pewnego dnia Zbigniew znika, a tata małej Be zostaje wmieszany w kradzież. Żeby oczyścić go z zarzutów trzeba odnaleźć papugę. Do akcji wkracza detektyw Pinkerton – zielona skarpeta, którą poznaliście już w poprzedniej części cyklu „Banda czarnej frotte”.

„Zielone piórko Zbigniewa” to rasowa powieść kryminalna dla dzieci, chociaż chowa się w niej kilka opowiastek o skarpetkach, a także o jednym berecie. Wątek kryminalny już delikatnie zarysowałam. Składa się na niego zaginiecie i kradzież. Justyna Bednarek przy pomocy Pinkertona sprytnie go prowadzi. Zielona skarpetka zbiera dowody, przesłuchuje świadków i pcha sprawę do przodu. Ciekawą sprawą jest, że autorka nie traktuje bohaterów wyłącznie w kategoriach dobry/zły. Nawet ci drudzy pokazani są z różnych stron i jasno przedstawiona jest ich motywacja.

Co do opowiastek, a dokładniej „życiorysów” kilku bohaterów to nie jestem fanką wplatania dodatkowych historii w fabułę. Mam wrażenie, że odwraca to uwagę od jej istoty. I o ile każda z postaci odgrywa ważną rolę w odszukaniu Zbigniewa, to nie jestem pewna, czy musimy szczegółowo je poznawać. Niemniej te historyjki napisane są sprawnie i zabawnie, a do tego zostały wyraźnie wyróżnione graficznie, więc uznać za wadę tego nie mogę. Po prostu kwestia indywidualnych preferencji i koncentracji dziecka.

Kryminały mają to coś. Zagadka, którą trzeba rozwiązać angażuje czytelnika i jest gwarantem napięcia. Wielu pisarzy pokazuje, że nie muszą być pełne agresji, a sprytne i zabawne i można przygotować tekst o takim charakterze już dla młodego czytelnika. Dokonała tego Justyna Bednarek. „Zielone piórko Zbigniewa” charakteryzuje się – znanym już czytelnikom cyklu – tekstylnym humorem. Wystarczy zerknąć do jakiejkolwiek historii o skarpetkach i będziecie w stanie ocenić, czy klimat do was trafia. A w sekrecie zdradzę, że nie słyszałam jeszcze niepochlebnych opinii. Co do „Zielonego piórka...” zastanowiłabym się nad wiekiem czytelnika. Moja córka za kilka dni kończy pięć lat, a konstrukcja książki jest dla niej za trudna.

Tak sobie teraz pomyślałam, że jest to taki cykl, który rośnie z czytelnikiem. Dwie pierwsze części to zbiory opowiadań idealnych do czytania już przedszkolakom, a tom 3 i 4 mają już charakter dłuższej powieści. I mi się to podoba, bo książki zostaną z fanami na długie lata.


[Egzemplarz recenzencki]

"Sekretna historia skarpetek" Justyna Bednarek

"Sekretna historia skarpetek" Justyna Bednarek

Z poprzednich części cyklu o skarpetkach autorstwa Justyny Bednarek wiemy, że otulistópki – jak je pisarka czasami nazywa – są przebojowe. Autorka nie przestaje spisywać ich dziejów. Tak dziejów, bo piąta część zatytułowana jest „Sekretna historia skarpetek”. Znajdziemy w niej galerię wielkich skarpet, które wpłynęły na losy świata.

Autorka nieco przekornie, ale też tajemniczo podchodzi do tematu. Dziadek małej Be pracuje, jako kustosz w muzeum. Zabiera wnuczkę do tego przybytku, aby pokazać skrywane przed zwiedzającymi eksponaty.

„- Dlaczego właściwie trzymacie je w magazynie, skoro są takie niesamowite?

- To bardzo skomplikowane moja droga. Gdyby ujawnić prawdę o nich, wywróciłoby to do góry nogami całą znaną historię ludzkości!”1

Justyna Bednarek nie chce dalej milczeć i pragnie zwrócić skarpetom należną im chwałę.

Jestem ogromna fanką wszelkich publikacji typu „historia na wesoło”. Dla mnie poznawanie dziejów świata było i jest niezwykle ciekawe, a przedstawienie ich w atrakcyjny sposób jest pożądane przez czytelników. Justyna Bednarek pomysłowo podeszła do tematu. Świetnie wykorzystała znanych i lubianych bohaterów – czyli skarpetki wszelkiej maści – do zabawy (z) historią.

Publikacja składa się z kilku historyjek, przedstawiających dzieje świata.

„Skarpetka prehistoryczna” - coś dla miłośników dinozaurów.

„Skarpetka kosmiczna” - dowiemy się prawdy o przeznaczeniu Stonehenge.

„Skarpetka babilońska” - historia o tym, jak wynaleziono koło.

„Skarpetka faraońska” - opowieść o mądrej córce władcy Egiptu.

„Skarpetka izraelicka” - tu autorka inspiruje się przypowieścią o Dawidzie i Goliacie.

„Skarpetka antycznogrecka” - o wojnach grecko-perskich, a dokładnie bitwie pod Maratonem.

„Skarpetka rybacka” - tu pojawia się prorok Jeszua.

„Skarpetka arturiańska (lub raczej morgańska) – nawiązanie do legendy arturiańskiej.

„Skarpetka spodgrunwaldzka” - czyli, jak naprawdę Polacy pokonali Krzyżaków pod Grunwaldem.

Powyżej macie szybki przegląd poruszonych w książce tematów. Wszystkie opowiadania zostały napisane w znanym czytelnikom cyklu o skarpetkach zabawnym stylu. Autorka zadbała też, abyśmy poczuli się, jak poszukiwacze prawdy. Konwencja jest taka, iż wydaje nam się, że „prostujemy” historyczne zakłamania. Ja mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Justyna Bednarek eksponuje rolę kobiet w dziejach świata. To kobieta wynalazła koło, to Morgana była zdolniejsza od Artura, to kobiety wydziergały skarpety, które pomogły pokonać Krzyżaków. Nie w każdym opowiadaniu panie grają główną rolę. Fakt jest jednak taki, że uczono nas, iż to mężczyźni „napisali” historię. Tu przodują kobiety i skarpety.

Zapewne w opowieściach napisanych przez Justynę Bednarek walor rozrywkowy przoduje, jednak i tego edukacyjnego nie zabraknie. A chyba najlepiej napisać, że książka rozbudza ciekawość, bo wiadomo, że na treść trzeba patrzeć z przymrużeniem oka. Jednak odnosi się ona do legend, ale też faktów historycznych. Jeżeli nie są nam znane warto je zgłębić, a w innym przypadku świetną zabawą jest spojrzenie na nie z innej perspektywy. Na stronie tytułowej majaczy dopisek, że to pierwszy tom „Sekretnej historii skarpetek”. Z niecierpliwością czekam na kolejne.

1 Justyna Bednarek, "Sekretna historia skarpetek", wyd. Poradnia K, Warszawa 2022, s.12.


[Egzemplarz recenzencki]

"Banda Czarnej Frotte" Justyna Bednarek

"Banda Czarnej Frotte" Justyna Bednarek

W trzecim tomie przygód skarpetek autorstwa Justyny Bednarek otrzymujemy – w końcu – pełnowymiarową powieść, a nie zbór krótkich form. Tytuł książki „Banda Czarnej Frotte” w połączeniu z grafiką na okładce (grupa skarpet na łódce) sugeruje piracką opowieść. Historia z kosza na pranie faktycznie przenosi się na morze, ale jest raczej podróżniczo-awanturniczo-przygodową bajką. Co tym razem Justyna Bednarek przygotowała dla skarpetek?

Powieść zaczyna się dość mocnym akcentem. Mama małej Be sprząta i wyrzuca zniszczone, niepotrzebne rzeczy. Skarpeta bez pary wie, że nieuchronnie skończy w worku na śmieci. Ucieka. Tak rozpoczyna się istny rollercoaster przygód. Nie będę wchodzić w szczegóły. Napiszę tylko, że autorka nie daje nam odpocząć. W każdym rozdziale coś się dzieje, a skarpetki zawędrują nawet do gwiazd. Istne szaleństwo. W trakcie fabuły utworzy się banda Czarnej Frotte, czy grupa skarpet przyjaciół, które wspólnie będą przeżywać przygody. Ekipa ta to wachlarz osobowości: tęczowy poeta, wybielona czarna skarpetka, wrażliwa skarpeta z truskawką, skarpeci detektyw czy dwóch ciągle sprzeczających się kompanów. Grupa dziwna, ale świetnie współpracująca.

Mówiąc o tej książce zaznaczyć muszę, że ma kilka mocnych akcentów. Wspomniałam już scenie wyrzucania zniszczonych ubrań do śmieci. Oglądana z perspektywy przerażonych ciuchów wydaje się naprawdę straszna. W książce znajdziemy też dwa bardzo czarne charaktery, z których jeden posiada armię białych rękawiczek. Nie są to elementy, które wychodziłby poza to co dopuszczalne w literaturze dziecięcej, ale czuję się w obowiązku zaznaczyć, że nie jest to łagodna publikacja.

Dodać też muszę, że jest to historia dynamiczna wręcz pobudzająca. My czytamy raczej wieczorem i książka ma na celu wyciszyć dziecko. „Banda Czarnej Frotte” raczej się do tego nie nadaje. Akcja pędzi na łeb na szyję i ma w sobie coś takiego, że chcemy złapać kij i „nawalać” białe rękawiczki. Justyna Bednarek wciąga nas w wir wydarzeń i nie chce wypuścić, a my przemierzamy ze skarpetkami Ziemię i niebo w szaleńczym tempie.

Czarna, zacerowana czerwoną nitką Frotte nie okazała się piratem jak przypuszczałam, a podróżnikiem. Uciekając przed wrzuceniem do worka na śmieci nie przypuszczała, ile przygód ją czeka i jak wielu pozna przyjaciół. Jej perypetie zostały opisane z humorem i szaleństwem charakterystycznym dla cyklu o skarpetkach. Publikacja przypadnie do gustu miłośnikom dynamicznych przygodówek, bo charakteryzuje się wyjątkowo wartką akcją. Nie jest to coś co opowiada potrzebom czytelniczym mojej rodziny, ale kto wie, jak będą one wyglądały za rok czy dwa. „Banda Czarnej Frotte” poczeka na półce i sięgniemy po nią niebawem – tak czuję.


[Egzemplarz recenzencki]

"Nowe przygody skarpetek" Justyna Bednarek

"Nowe przygody skarpetek" Justyna Bednarek

„Mamo, a poczytasz o śmierdzących skarpetach?” takie pytanie ostatnio często pada z ust mojej córki. Co prawda słowo „śmierdzące” nie wywołuje przyjemnych skojarzeń, ale skoro punktem wyjściowym kolejnych historii o przygodach skarpetek jest kosz na brudną bieliznę, możemy przypuszczać, że nie są one pierwszej świeżości. Jakie te skarpety by nie były moje dziecko bardzo się z nimi polubiło. Z entuzjazmem sięgnęliśmy po drugi tom cyklu. Szczególnie, że autorka obiecuje, iż „Nowe przygody skarpetek” są jeszcze bardziej niesamowite.

Początkowo trudno było mi uwierzyć Justynie Bednarek. Wszak już pierwszy tom jest dość szalony, ba sam pomysł napisania książki o skarpetach wydaje się zwariowany. A jednak. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby napisać opowieść o skarpecie, która poleciała w kosmos, o skarpecie, która została superbohaterem, o skarpecie duchu, albo o skarpecie asystentce Świętego Mikołaja. Takich niesamowitych opowieści znajdziecie w „Nowych przygodach skarpetek” aż 13.

Ja w dalszym ciągu będę zachwycać się przebojowością skarpetek. Niepozorna część garderoby. Zazwyczaj w ogóle jej nie widać. Co prawda ostatnio moda coraz bardziej przykłada wagę do odpowiedniego ich doboru, jednak nie oszukujmy się, że na co dzień ubieramy pierwsze lepsze. Justyna Bednarek nadała im charakter i czasami wędrówka prowadzi je zgodnie z temperamentem (np. ciepła, pomocna skarpetka z merynosów), a czasem trochę na przekór (np. leniwa, sportowa skarpeta). Je wszystkie łączy jedna rzecz, kiedy nie są zadowolone ze swojej sytuacji dążą do zmian. Nie boją się uciec przez dziurę pod pralką, szukać przygód i spełniać marzeń.

Na uwagę zasługuje również warstwa językowa. Justyna Bednarek pamiętała o „tekstylnym” dobrze słów, dzięki czemu książka jest całkiem zabawna i nawet wiarygodna – oczywiście na ile wiarygodna może być bajka o gadających ubraniach. Przykład, który utkwił mi w głowie to, kiedy skarpeta słuchała jakiejś opowieści i była nie podekscytowana, a naelektryzowana. Takich smaczków uważny czytelnik znajdzie sporo.

Skarpety może nie są świeże, ale cykl autorstwa Justyny Bednarek to powiew świeżości w literaturze dziecięcej. Ożywienie ubrań okazało się pomysłem oryginalnym i genialnym. A to jak pisarka opracowała swój pomysł zasługuje na gromkie brawa. Czegoś takiego w wśród publikacji dla dzieci nie było i... odruchowo napisałabym, że nie będzie, ale życzę młodym czytelnikom, jak najwięcej takich niezwykłych książek.


[Egzemplarz recenzencki]

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek

Znacie to zjawisko, kiedy dajcie parę skarpetek do prania, a z pralki wyciągacie jedną? Tę „kryminalną zagadkę” spróbowała rozwiązać autorka bajek dla dzieci Justyna Bednarek. Jako metody śledczej użyła swojej wyobraźni. Do jakich doszła wniosków? Skarpetki nie giną. Nikt ich nie porywa. One wybierają wolność. Książka „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” opowiada dzieje kilku odważnych skarpet, które postanowiły opuścić kosz na pranie.

Jeszcze zanim „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” wpadły w moje łapki zachwyciłam się pomysłem personifikacji odzieży. Jaką trzeba mieć wyobraźnię, żeby opisać co się dzieje we wnętrzu kosza na pranie, żeby nadać charakteru tak niepozornej rzeczy jak skarpeta. Jakie trzeba mieć poczucie humoru, żeby spojrzeć na świat z perspektywy... stopy. Zachwycająca sprawa.

Zachwycająca jest również sama książka. Jak tytuł wskazuje znajduje się tu dziesięć opowiadań o skarpetkach, które wybrały wolność. Justyna Bednarek przyłożyła się do wymyślenia bohaterek. Nie wiem, czy to tak wyglądało, ale widzę pisarkę nad stosem skarpet, jak zastanawia się: jaka ty możesz być?; skąd się tu wzięłaś?; co chciałabyś robić w życiu?. Może nie brzmi to zbyt rozsądnie, ale skąd autorka mogła wiedzieć, że zwariowana skarpetka w kropki to urodzony śmieszek, albo gryząca skarpeta z owczej wełny ma dość waleczny charakter. Po porostu trzeba z nimi pogadać i je dobrze poznać.

Historyjki zawarte w książce nie są długie, a przy tym bardzo „kompleksowo” skonstruowane. Z każdej dowiadujemy się co nieco o pochodzeniu, charakterze itp. bohaterki. Poznamy jej motywacje do ucieczki. Aż wreszcie zostaje opisana przygoda. Opisana w lekkim, zabawnym stylu. Najcudowniejsze jest jednak coś, co chowa się między wierszami. Skarpetki są różne i maja różne pragnienia. Jedna zostanie gwiazdą telewizji, inna wielkim politykiem, a jeszcze inna sprawdzi się w roli mysiej mamy. Każde marzenie jest równie ważne, bo uszczęśliwia bohaterkę. Każda z nich czuje, że zrobiła coś wyjątkowego. O każde pragnienie warto walczyć. Nie dajcie sobie wmówić, że to co kochacie jest głupie, mało ważne czy mało ambitne. I to jest fantastyczny morał „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek”.

Książka wygląda dość okazale, jednak nie powinno to zniechęcać opiekunów młodszych dzieci. Powiedziałam bym, że limit wieku w tym przypadku nie istnieje. Opowieści nie są ani za długie ani za krótkie. Starsze dzieci mogą potraktować publikacje, jako całość, a z młodszymi możemy czytać wybrane przygody ulubionych skarpetek. Akcja jest wartka i po prostu wciąga. Jesteśmy ciekawi, jak potoczą się losy kolejnych bohaterek. Język i różnorodność tematów pobudza ciekawość świata. No i jestem pewna, że dorośli docenią subtelny humor. Do tego publikacja jest bogato ilustrowana, dlatego nie „tkwimy” długo na jednej stronie. Mamy wrażenie, że czytamy, jak rakieta.

W momencie kiedy piszę tę opinię zostało wydanych już pięć tomów „Przygód skarpetek”. To świadczy o sukcesie tego cyklu. Mnie ten sukces nie dziwi. No dobra, przeczytałam na razie jeden tom, ale jaki. Szalony, zabawny, mądry. Nie wiem, kto się lepiej bawił podczas poznawania skarpetek - ja czy moja córka?

[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger