Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
Gimatriks. Tutaj liczą się słowa

Gimatriks. Tutaj liczą się słowa

Gimatriks to gra, w której należy wykazać się pomysłowością w układaniu słów oraz umiejętnością dodawania. Hasło, które reklamuje jej zasady jest wyjątkowo trafne: „Tutaj liczą się słowa”, ale liczą się w dosłownym znaczeniu. Zadaniem graczy jest tworzenie równań, gdzie wartość liter i cyfr się zgadza.

Co znajdziemy w zestawie? Kostki z literami (żółte), cyframi (czerwone) i znakami równa się (niebieskie), woreczki na litery i cyfry, notes i klepsydrę. Losujemy odpowiednią ilość kostek każdego koloru. Każdej z liter przypisano jakąś wartość (od 1 do 500). Teraz należy przystąpić do ułożenia słowa. Haczyk polega na tym, że po zsumowaniu wartości liter należy z czerwonych kostek ułożyć też wynik tego dodawania. Ten wynik to nasze punkty, których musimy zdobyć jak najwięcej.

Nie będę się rozpisywać o różnych wariantach tworzenia równań w grze Gimatriks – te zostały szczegółowo przedstawione w instrukcji. Moją intencją jest podzielenie się wrażeniami po kilku rozgrywkach. Jestem zachwycona tą grą, chociaż ułożenie pierwszego słowa nie było łatwe. Do dyspozycji mamy każdorazowo 16 kostek, więc jest to pole do popisu. Po wylosowaniu literek widziałam mnóstwo potencjalnych wyrazów. Co z tego, kiedy nie zgadzały mi się cyferki. Zirytowałam się, ale też mnie to zmotywowało do kombinowania. Im dalej postępowała rozgrywka, im więcej słów pojawiało się na stole tym było łatwiej. A może my byliśmy coraz bardziej pomysłowi, wprawieni? Kto wie? Fakty są takie, że kiedy „złapaliśmy wiatr w żagle” mieliśmy czystą przyjemność grania.

W różnych poradnikach – zarówno o rozwoju, ale też o walce z problemami – możemy przeczytać, jak ważne jest trenowanie mózgu. Gimatriks wymaga zaangażowania, skupienia. Aktywujemy obszary mózgu odpowiedzialne i za funkcje językowe i matematyczne. Taka rozgrywka to istna siłownia dla głowy. To przyjemny trening, który pewnie ją zmęczy, ale to będzie bardzo dobre zmęczenie.

Liczba graczy: 1-6

Wiek: 12+

[Współpraca]

Zestaw do składania origami "Lis 3D": Trening koncentracji, umiejętności manualnych i kreatywna zabawa

Zestaw do składania origami "Lis 3D": Trening koncentracji, umiejętności manualnych i kreatywna zabawa

Czy próbowaliście kiedykolwiek składać origami? Ja miała w życiu kilka podejść, ale raczej nie mam na swoim koncie spektakularnych sukcesów, nie licząc kilku czapeczek, lub łódeczek – zależy jak użyć te twory. Niedawno do moich „trofeów” dołączył lis origami. Pewnie jesteście ciekawi, jak przeskoczyłam tyle poziomów „składania”. Można powiedzieć, że wyzwanie rzuciła mi firma Alexander. Tą historię możemy streścić w zdaniu: „Oni dają materiał i instrukcję, ja działam.” A że wyzwań się nie boję, podniosłam rękawicę. Szczególnie, że wiedziałam, iż córka też chętnie dołączy do wyzwania. Oto efekty naszej pracy.

W zestawie najdziemy ponacinane elementy oraz instrukcję. Co ważne po zeskanowaniu kodu QR możemy odtworzyć filmik instruktażowy. Ja korzystałam i z instrukcji papierowej i z wideo. Ta pierwsza nie zawsze była dla mnie jasna. Szczególnie początki były trudne – rozszyfrowanie wszystkich symboli itp. Trafiło na człowieka kochającego słowo, a jego w tej instrukcji nie uświadczysz. Producent operuje schematami, aby była ona uniwersalna.

Po paru minutach główkowania rozgryźliśmy co i jak. Działamy. Etap pierwszy to złożenie 777 trójkącików. Brzmi strasznie, ale idzie „z górki”. Jak to mówi moja przyjaciółka: „Odpalasz serial i składasz”. Genialne ćwiczenie na paluszki, na małą motorykę. Technikę składania można pokazać nawet przedszkolakom, zaangażować młodsze i starsze dzieci.

Trójkąciki złożone. Możemy przystąpić do budowania liska. Producent sugeruje ten zestaw dla użytkowników w wieku 8+. Patrząc na 8 i 9 latków, z którymi bawi się moja córka chyba nieco zawyżyłabym ten wiek, tak na 10+. Po prostu nie wyobrażam sobie, że składają oni samodzielnie tego lisa. W tym etapie niezbędna jest precyzja, cierpliwość i uważne śledzenie wskazówek. Starałam się zaangażować moją córkę (wiek 6,5), bo widziałam, że ma chęci. Zostawiałam jej co łatwiejsze sekwencje. Poradziła sobie. Owszem. Jednak wiem, że sama by załączonej instrukcji nie rozgryzła.

Przyznam, że składanie liska z origami okazało się wyjątkowo odprężające. Lubię wszelkiego rodzaju puzzle, zestawy do malowania po numerach czy nalepiania diamencików. Może dlatego, że nie jestem szczególnie uzdolniona plastycznie tak świetnie bawię się, dzięki „ułatwiaczom” plastycznych wyzwań. To są zadania, którym oddaję się na 100%, a a każdy dołączony element jest obietnicą sukcesu, stworzenia czegoś pięknego.

Na koniec chciałabym napisać, dlaczego warto kupować takie zestawy. To nie tylko zajmująca aktywność. Wspominałam już o ćwiczeniu motoryki małej, co na przykład przekłada się na ładniejszy charakter pisma, czy koordynacji wzrokowo-ruchowej. Nie sposób nie wspomnieć o koncentracji. Bodajże w książce „Jak wspierać rozwój dziecka?” czytałam, że zmniejsza się czas koncentracji. Media i szybko zmieniające się sekwencje obrazów sprawiają, że młodym ludziom coraz trudniej się skupić. Myślę, że taka aktywność jak origami, a w szczególności obietnica spektakularnego efektu – który możemy potraktować jako nagrodę – to genialne ćwiczenie cierpliwości i koncentracji właśnie.

Jeden zestaw, a zaangażowała się cała rodzina. Ojciec, o nieco bardziej technicznym umyśle, analizował instrukcję. Matka i córka podkręcone wizualizacją pięknego lisa, jaki można stworzyć, rwały się do składania. No i Junior, który nas dopingował krzycząc: „Lis nie ma głowy”, aż tę głowę zbudowałyśmy. Kochany dom wariatów. Lisek może nie jest idealny. Korpus i nos wyszły nieco za długie, ale co tam. Bawiliśmy się cudownie.

"Rysowanie zmazywanie" zabawka wielokrotnego użytku

"Rysowanie zmazywanie" zabawka wielokrotnego użytku

Zanim wyjedziecie na urlop chciałabym pokazać wam świetną podręczna zabawkę, która może przyda się wam podczas wakacji. W niewielkim pudełeczku – wielkości damskiej dłoni – chowa się 17 dwustronnych plansz ze zwierzątkami, na których znajdziemy przegląd zadań znanych z książeczek z łamigłówkami: labirynty, licznie, dokańczanie rysunku, rysowanie po śladzie, co pasuje, a co nie, kto idzie w danym kierunku itp. Co jest najlepsze, to że karty te są wielokrotnego użytku. W zestawie znajdziemy pisak z gąbeczką. Możemy wracać do ulubionych aktywności, albo w każdej chili zmienić koncepcję tworzonego dzieła. Jak się ta zabawka nazywa? Po prostu: „Rysowanie zmazywanie”.

Właśnie wielkość jest największym atutem tego produktu. W domu nie ma problemu. Dziecko ma swoje miejsce do rysowania i tam może się rozłożyć z czymkolwiek. Natomiast poza domem bywa różnie. To małe pudełeczko bez problemu zmieści się do podręcznej torebki, a nawet do tylnej kieszeni spodni. W każdej chwili możemy je wyjąć. Mamy przy sobie coś, co umili dziecku podróż, grilla z dorosłymi albo deszczowy dzień. Oczywiście nikt nie broni wam bawić się w „Rysowanie zmazywanie” w domu, jeżeli tylko dziecko ma ochotę na łamigłówki. One są zawsze rozwojowe.

Wiem, że jako opiekunowie lubicie wiedzieć, czego właściwie uczy się wasze dziecko. Wyciągam karty, patrzę na listę od producenta i sprawdzam.

  • Spostrzegawczość. Znajdź rybkę, która płynie w danym kierunku, albo odpowiedni kolor na skrzydłach motyla – niewątpliwie tu spostrzegawczość jest ćwiczona.

  • Myślenie – co tu nie pasuje?, czyje to ślady?, poszereguje według wielkości, albo znajdź cień – tu trzeba się chwilę zastanowić.

  • Wyobraźnię – narysuj buzię misia, paski zebrze, albo wzorki na skrzydłach i brzuszku ptaka – mały artysta będzie miał używanie.

  • Zręczność manualna – wśród kart „Rysowanie zmazywanie” znajdziecie takie na których trzeba dokończyć rysunek, albo narysować kontur po śladzie. Są tu również zadania typu labirynt.

Nie ma wątpliwości, że każdy z wymienionych punktów możemy odhaczyć, jako „zdany”. Dziecko ćwiczy wszystkie z kompetencji wymienionych przez producenta.

Lubię takie zabawki, bo są praktyczne. Nie zajmują dużo miejsca. Dziecko może wracać do poszczególnych wyzwań, nie stresuje się, że coś mu nie wyjdzie. Może zrealizować kilka pomysłów. Widzę same zalety.

Na stronie producenta znajdziecie więcej zestawów ze zmazywalnym pisakiem.

[Współpraca]

Wspieranie rozwoju mowy #8: Karty obrazkowe "Powiem ci co widzę"

Wspieranie rozwoju mowy #8: Karty obrazkowe "Powiem ci co widzę"

Najprostszym sposobem nauczenia dzieci mówić jest nazywanie przedmiotów. Na pewno robicie to bezwiednie w codziennych rozmowach z dzieckiem. Natomiast planując aktywności z maluchem warto wpleść do nich pracę z kartami obrazkowymi. Pomagają budować bazę nowych wyrazów i usystematyzować słownictwo. Dzięki nim stworzymy plan nauki. Chciałabym wam pokazać przykład takich kart. Zestaw, który mamy nazywa się „Powiem ci co widzę”.

„Kto to?”, „Co to?”, „Gdzie jest?”, „Co robi?”, „Jaki jest?” - takie pytania widnieją na opakowaniu i można powiedzieć, że dziecko nauczy się na nie odpowiadać. W zestawie znajdziemy 32 plansze na 16 dwustronnych tablicach. Na niektórych planszach znajdziemy grupy 4 elementów na innych dwa.

Karty od 1-15 to jest to, co proponowała mi pani logoedka w czasie konsultacji. Pracę z dzieckiem zaczynamy od wprowadzania rzeczowników, potem przychodzi czas na czasowniki określanie położenia i przymiotniki.

Jeśli chodzi o rzeczowniki ktoś, kto projektował karty świetnie je pogrupował: zwierzęta, warzywa, owoce, części ciała, członkowie rodziny, ciuchy, dom i jego otoczenie. Ilustracje są konkretne, bez ozdobników i tak dobrane, że dziecko na pewno zna narysowane przedmioty. Wystarczy je tylko nazwać. Trochę brakuje mi tu podpisów, bo sugerowano mi, że dobrze kiedy napis koresponduje z rysunkiem, natomiast przyznać muszę, że ta grupa kart pomogła „rozruszać” mowę mojego syna. Takie słowa, jak „drzewo”, „banan” czy „but” pojawiły się w jego repertuarze i zaczęły być używane na co dzień.

Na czasowniki przeznaczono tylko jedną planszę. Znajdziemy na niej takie słowa jak: „siedzi”, „biegnie”, „śpi”, „je”. Trochę mało, natomiast musimy pamiętać, że aby przedstawić czynności trzeba wykazać się nieco większą pomysłowością i czasami można, przez przypadek, odwrócić uwagę dziecka od istoty zadania, więc może w tym przypadku mniej znaczy więcej.

Położenie pomaga określić nam kotek, który raz siedzi na krześle, innym razem pod, albo za czy przed krzesłem. Jak na razie (po 1,5 miesiąca pracy z kartami) nie wiedzę, aby Junior potrafił określić położenie. Konsekwentnie stosuje określenie „tu”.

Jeżeli chodzi o cechy przedmiotów, to wynikła z tego całkiem fajna zabawa: „Kto jest duży, a kto mały?, „Kto jest gruby, a kto chudy?” itd. Mojemu synkowi określanie cech sprawia ogromną radość ,ale też ma całkiem niezłą intuicję. Ostatnio zauważyłam, że zaczął zapamiętywać kolory. Chętnie również wyszukuje podobnych przedmiotów w swoim otoczeniu np. coś małego, albo czerwonego.

Plansze od 16 do 32 mają pomóc poznać dziecku podstawowe zasady gramatyki tj. liczbę mnogą oraz różnicę między mianownikiem a dopełniaczem. Szczerze powiem, że podeszłam nieco sceptycznie do tych grup, bo zawsze wydawało mi się, że dziecko uczy się tego intuicyjnie, a także, że najpierw trzeba zbudować bazę słów, a potem je odmieniać. Plansze z liczbą pojedynczą i mnogą chyba potwierdzają moją teorię. Nie zaprzeczę, że one również poszerzają słownictwo, a synek rozumie, gdzie jest więcej, a gdzie mniej rzeczy. Jednak liczby mnogiej używa sporadycznie, a do pokazania, że czegoś jest więcej niż jeden znalazł własny kod. Co nie znaczy, że nie ćwiczymy. Być może dzięki pracy z planszami „Powiem ci co widzę” uda się ów kod złamać i utrwalić poprawne nawyki.

Zostały nam do omówienia tablice z dopełniaczem. Ten, kto projektował tę zabawkę miał genialny pomysł. Mianowice zastosował konstrukcję „jest/nie ma”. Nie znam dziecka, które by nie lubiło tej zabawy. Junior widząc te plansze wykrzykuje: „Tu jest banan, a tu nie ma” i zawadiacko się uśmiecha.

Czy to działa? - zapewne mnie zapytacie. Korzystamy z tych kart od 1,5 miesiąca i widzę postępy. Nie zawsze przerabiamy całą grupę, ale zabawa ta stała się naszą rutyną. Te słowa wracają. Dziecko się z nimi osłuchuje i pomału zaczyna ich używać. Mój syna ma dwa lata i ktoś może zasugerować, że wstrzeliłam się w okres rozwoju mowy. Nie zaprzeczę, natomiast dodam, że logopedka zaleciła stymulacje podobnymi materiałami, aby dziecko trochę wesprzeć, a ja efekty stosowania się do jej zaleceń widzę. Pod linkiem znajdziecie krótką kompilację Juniora zmagań logopedycznych.

Na koniec dodam, iż wydawca rekomenduje pracę z planszami już od pierwszego roku życia. Są to sztywne kartonowe karty. Materiał można porównać do kartonowych książeczek, jakie podsuwa się roczniakom. Myślę, że nie ma co zwlekać. Spróbujcie wpleść podobną zabawę do waszych aktywności. Codziennie kilka obrazków.

[Współpraca]

"PudełKotki" gra w wersji mini

"PudełKotki" gra w wersji mini

Lubię podróżować, ale nie lubię się pakować. A od kiedy wyjeżdżam z dziećmi, mam wrażenie, że nasze bagaże przybierają ogromne rozmiary. Jedną z rzeczy, które możemy ograniczyć, ale nie możemy z nich całkiem zrezygnować są zabawki. Ulubione książeczki, pluszaki, kredki, czy gry na niepogodę są obowiązkowe. Jeżeli chodzi o te ostatnie staram się wyszukiwać tych w wersji mini. Uroczą propozycję znalazłam w ofercie firmy Alexander. Nazywa się „PudełKotki” i ma wielkość mniej więcej kobiecej dłoni.

W zestawie znajdziemy 27 kart i dwie kostki. Z kart uśmiechają się do nas słodkie kotki (te zwierzęta zawsze rozczulają moje dzieci). Różnią się one barwą futerka, umaszczeniem i ulubionymi zabawkami. Tasujemy karty. Rozkładami na stole od 3 do 6 obrazków – w zależności od poziomu trudności – staramy się zapamiętać, który z nich jak wygląda np. biały, serduszko, kłębek. Odwracamy karty i rzucamy kostkami. Jedna z nich wskazuje jaką cechę mamy odgadnąć, a druga u którego kota np. czym lubi bawić się kot numer dwa?. Jeżeli gracz odgadnie zabiera kartę i ma punkt.

Zgodnie z informacja na opakowaniu gra jest dedykowana dla dzieci w wieku 6+. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że zasady można tak modyfikować, iż pobawią się i młodsi. Przede wszystkim dostosowujemy poziom trudności do możliwości dziecka – im mniej kart tym łatwiej. Mój dwuletni syn uparł się, że też chce grać w „PudełKotki”. Zaproponowałam mu wariacje tej zabawy. Najpierw rozłożyłam wszystkie karty i poprosiłam o wyszukanie np. kotków, które lubią bawić się kłębkiem wełny. Potem wybrałam 3 obrazki. Zakryłam i zapytałam się, czy pamięta, gdzie jest np. biały kotek. Można? Można.

Moja sześcioletnia córka bardzo lubi wszelkiego rodzaju gry pamięciowe, więc „PudełKotki” trafiły w jej gust. Również wersja wizualna została oceniona pozytywnie. Ba, dzieci stwierdziły, że kotki są przeurocze. Dla mnie dodatkowym plusem jest mały rozmiar gry, a także to, iż mogę dowolnie modyfikować zasady, aby włączyć do gry młodsze dziecko.

[Współpraca]

Pamiętaj o przyklepaniu odpowiedzi, czyli gra "Moje na górze"

Pamiętaj o przyklepaniu odpowiedzi, czyli gra "Moje na górze"

Kto ma odwagę stanąć do pojedynku na odpowiedzi? Bierzemy w ręce „łapki”. Losujemy pytanie i... START. Jeżeli dasz dobrą odpowiedź to twoje jest na górze, ale dobra odpowiedź rywala spycha cię w dół. Także rusz głową i kontroluj czas.

Ów pojedynek to gra „Moje na górze. Junior”. Dziś krótko wam o niej opowiem. Sprawdźmy na najpierw zawartość zestawu:

  • Plansza, po której będziemy przesuwać pionki,

  • klepsydra do odmierzania czasu,

  • pionki,

  • łapki,

  • karty z pytaniami,

  • kostka służąca do losowania pytań,

  • podkładka do „klepania”.

Na czym polega zabawa? Wybieramy swój kolor łapki i pionka. Łapkę trzymamy w naszych łapkach, a pionka ustawiamy na planszy na starcie. Kulamy kostką. Bierzemy kartę z góry stosu i odczytujemy pytanie zaznaczone kolorem, jaki wypadł podczas rzutu. Odwracamy klepsydrę. Zanim przesypie się piasek, każdy z graczy udziela odpowiedzi na pytanie. Trzeba pamiętać, żeby po każdej prawidłowej odpowiedzi położyć swoją łapkę na podkładce. Wygrywa ten, kto będzie na górze, kiedy skończy się czas. Odpowiedzi muszą być logiczne i nie mogą się powtarzać. Ponieważ nie trzeba odpowiadać po kolei każdy gracz może mieć własną strategię. Wolisz poczekać i zaatakować na końcu, a może zakrzyczysz rywali i „ukradniesz” im najoczywistsze skojarzenia? Ten kto wygrał rundę może przesunąć swój pionek na planszy. Zrobić krok w stronę mety.

Formuła gry może skojarzyć się z takimi tytułami jak „5 sekund” lub „Gorący ziemniak”, gdzie również w określonym czasie trzeba odpowiadać na pytania. Gry różnią się natomiast oprawą. W przypadku „Moje na górze” wyjątkowo atrakcyjne są „łapki”. Po pierwsze bardzo podobają się moim dzieciom, wręcz uznały je za zabawne. Po drugie nieco utrudniają rozgrywkę, bo nie tylko zmusisz odpowiedzieć, ale też pamiętać o jej „przyklapnięciu”.

W „Moje na górze” może grać od 2 do 6 osób. Jak można się domyślić, im więcej tym rozgrywka jest ciekawsza. Dedykowana jest graczom od 5 roku życia. Ja grałam z sześciolatką i świetnie sobie poradziła z pytaniami. Nie są trudne, ale trzeba uważać, żeby za szybko nie wyczerpać odwiedzi. Miałam wrażenie, że wcale nie miałam przewagi wieku nad córką. Kilka przykładów: „Co robimy w Sylwestra?”, „Wymień przedmioty na literę D”, „Co można stworzyć z piasku?”, „Które zwierzę ma cętki albo plamy?”, „Co myjemy w zmywarce?”. Po kilku rozegranych bataliach mamy już kilka zabawnych odpowiedzi.

„ - Czego nie można robić w przedszkolu?

- Dmuchać gilunami na innych.”


„- Co robi tajny agent?

- Czyta gazetę, żeby zebrać informacje.”


„ - Do czego można dodać czekoladę?

- Do sera.”

PO – LE - CA – MY! „Moje na górze” zainteresowała dzieciaki ciekawymi akcesoriami, dzięki czemu chciały szybko przetestować nową grę. A kiedy zaczęliśmy grać nie mogliśmy przestać. Presja czasu i chęć wygranej sprawia, że zdarza nam się powiedzieć coś zabawnego, dlatego grze tej towarzyszu dużo śmiechu. Świetnie sprawdzi się ona podczas rodzinnych rozgrywek, a także umili kinderparty.

[Współpraca]

Puzzle obserwacyjne z lupą

Puzzle obserwacyjne z lupą

Puzzle obserwacyjne to produkt, który staje się coraz bardziej popularny. Nie dziwi to mnie. Pomaga rozwijać koncentracje i spostrzegawczość, a przy tym to świetna zabawa. Na rynku znajdzie rożne motywy, do ułożenia. Natomiast ja chciałabym zwrócić waszą uwagę na ciekawą wariację, jaką znalazłam w ofercie firmy Alexander. Nazywają się one Sekretne Puzzle. Poza układanką w zestawie znajdziemy jeszcze tajemniczą lupę. Do czego ona służy?

Motyw, który prezentuję nazywa się „Plaża”, ale w ofercie widziałam jeszcze „Lotnisko” i „Muzeum”. Każda z tych układanek ma 90 elementów i znajdziecie na nich mnóstwo postaci, także pozostaje wam wybrać motyw, który najbardziej wam się podoba. Jak moja córka oceniła „Plażę”? Obrazek bardzo jej się podoba. Powiedziała, że jest śmieszny i faktycznie niektóre postacie są zabawne.

Tym kluczem, czyli kto przykuł jej wzrok, kierowała się przy układaniu. Puzzle dedykowane są dla dzieci 4+, ale patrząc, jak pracowała z nią moja sześciolatka podkreśliłabym „plus”. Taki wzór, gdzie dużo się dzieje, gdzie jest mnóstwo postaci jest trudniejszy do ułożenia niż kadr z bajki, na którym większość miejsca zajmuje jeden bohater. Widziałam, że moja M. musiała chwilę pogłówkować zanim „ruszyła z kopyta”. Jak już wspomniałam zaczęła od postaci, które ją rozbawiły. „Ułożę tego dziadzia, co krzyczy”, „Gdzie jest ten koleś, co się opalił w koszulkę”, „A temu jak brzuch wystaje z wody”, „Ale ta syrena jest piękna” - komentowała układając kolejne postacie. Potem, korzystając ze wzoru, rozplanowała sobie ich ułożenie. Po ukończeniu układania stwierdziła, że fajny ten obrazek, ale trochę trudny.


Puzzle ułożone, w końcu można użyć lupy. Na dole znajdziemy elementy, które należy odszukać na obrazku. Część z nich została zakodowana i do zlokalizowania ich potrzebna jest właśnie lupa. Muszę przyznać, że eksplorowanie podejrzanych miejsc okazało się całkiem zajmujące. Chyba nawet bardziej niż układanie, a my bardzo puzzle lubimy.

Szczerze polecam wam te puzzle obserwacyjne, szczególnie dla osób, które chcą czegoś więcej niż tylko układanie. Taka niepozorna lupa, a „robi robotę”. Dzieciaki są zaintrygowane „po co?” i „do czego?”, a to je motywuje i uatrakcyjnia zabawę.

[Współpraca reklamowa]


Copyright © Asia Czytasia , Blogger