Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura Gniewu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura Gniewu. Pokaż wszystkie posty
"Detektyw Miś Zbyś na tropie. Gdy Cię wita kosmita, a rakieta rozbita" Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

"Detektyw Miś Zbyś na tropie. Gdy Cię wita kosmita, a rakieta rozbita" Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

Detektywowi Misiowi Zbysiowi żadna misja nie straszna. W jednym z tomów pt. „Gdy cię wita kosmita, a rakieta rozbita” wyrusza, razem ze swoim kompanem borsukiem Mrukiem i małym dinozaurem Ząbkiem, w kosmos. Ktoś sabotuje przygotowania do turnieju Galactic Open, który odbywa się na Marsie. To wielkie wydarzenie i organizatorom zależy, aby odbyło się bez problemów. Kiedy detektywi przybywają na miejsca ginie puchar. To chyba jeden z najgorszych scenariuszy. Jak uhonorować zawodników bez pucharu?

W tym komiksie zobaczymy różne oblicza rywalizacji. I te dobre, motywujące, jak i to negatywne, niszczące. To właśnie niezdrowa rywalizacja doprowadzi do tego, że fani sportu nie będą mogli się nim cieszyć. Mogło być coś, ale przez zazdrość nie będzie niczego. Chyba, że bohaterowie dowiedzą się, kim są sabotażyści. Dla Zbysia jest to szczególnie trudna sprawa. Bardzo boi się, że zawali, przez co nie może logicznie myśleć. Czy detektyw weźmie się w garść? W końcu w nim cała nadzieja.

Kosmiczna przygoda Zbysia i Mruka bardzo nas wciągnęła. Z tym niezwykłym tłem szaleństwo tego komiksu jest jeszcze bardziej widoczne. Dziwne postaci, inne zasady fizyki i zabawne komentarze. Generalnie „Detektyw Miś Zbyś na tropie” to barwny komiks, ale wyprawa w kosmos dała autorom szczególe pole do popisu. Tu nie musieli trzymać się żadnych zasad.

Bardzo fajny jest morał tego zeszytu. Sprowadźmy do powiedzenia: „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Wydarzenia z „Gdy Cię wita kosmita...” wspaniale pokazują, że zamiast psuć lepiej rozmawiać i współpracować. Mówią też o tym, że nie wolno się poddawać. Co z tego, że raz nam coś nie wyszło. Kolejne podejście to inne, nowe możliwości. To szansa na rewanż. Jesteśmy mądrzejsi o stare błędy i możemy lepiej podejść do naszego wyzwania.

Nie mogę zapomnieć o interaktywności tego komiksu. Bohaterom zdarza się zwracać bezpośrednio do czytelników, a nawet mają dla nich pewne zadania. Tak, tak kochani. W też będziecie mogli się wykazać w kosmicznym śledztwie.

Ja i moje dzieciaki polecamy wam „Detektywa Misia Zbysia na tropie”. Widzę, jak „młodzież” świetnie bawi się przy czytaniu tego komiksu. To taka lektura „z jajem”, która dodatkowo intryguje tajemnicą i prowadzonym śledztwem. Zaznaczyć też muszę, że świetnie się go czyta dzieciom (w sensie: ja czytam, oni słuchają), co w przypadku komiksów nie zawsze jest łatwe. Dlatego można go pokazać już przedszkolakom. Przynajmniej ja tak zrobiłam. I to był strzał w dziesiątkę.

[Egzemplarz recenzencki]

"Detektyw Miś Zbyś na tropie. Czemu Pani się uparła, żeby spotkać dinozaura?" Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

"Detektyw Miś Zbyś na tropie. Czemu Pani się uparła, żeby spotkać dinozaura?" Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

„Czemu Pani się uparła, żeby spotkać dinozaura?”, taki tytuł nosi jeden z tomów przygód detektywa Misia Zbysia. A my jak widzimy książki o dinozaurach to bierzemy w ciemno. No może tym razem nie było tak w ciemno, bo Junior już trochę znał ten cykl komiksów. Tym razem Zbyś i Mruk znaleźli malutkiego dinozaura. Dlaczego maluch włóczy się bez rodziców? Należy to zbadać. Śledztwo prowadzi ich na Wyspę Dinozaurów, a w międzyczasie okazuje się, że podejrzani podejrzanie przypominają parę detektywów. To znacznie utrudni Zbysiowi i Mrukowi pracę.

Mały dinozaur, który dostał imię Ząbek, jest gwiazdą tego tomu. No może trochę mu w tym pomogłam, bo w czasie czytania zmieniałam głos na dziecięcy, co rozbawiło Juniora szczególnie, kiedy Ząbek okazał się dość bojowym stworzeniem. Do czego zmierzam? Zaskoczyło mnie, jak ten komiks dobrze czyta się dziecku, jak łatwo wczuć się w jego postacie. Czas z nim to świetna zabawa, a przecież w Detektywie Misiu Zbysiu na tropie” humoru nie brakuje. Jest to komiks opracowany na luzie i z pewną dozą szaleństwa. Tu każdy mówi, co myśli i nie ma głupich komentarzy, co najwyżej zabawne. Aczkolwiek znajdziemy w nim też dużo ciepła i troski. To jak Mruk opiekuje się Ząbkiem, jaką relacje oni nawiązują jest po prostu urocze.

Muszę też wspomnieć, że bohaterowie tej publikacji próbują zaangażować nas, czytelników w prowadzone śledztwo. Co jakiś czas zwracają się do nas z pytaniem, np. czy domyślamy się co z tego wynika, i „puszczają oko”. Są też strony z wyraźnymi zadaniami dla nas np. kiedy w tłumie dinozaurów trzeba znaleźć rodziców Ząbka. Te wyzwania nie przyćmiewają historii, ale są genialnie wplecione w jej tok. Ja bardzo lubię takie rozwiązania, bo widzę, jak dzieci ożywają w trakcie czytania, jak świecą im się oczy, że też mogą być częścią czytanej historii.

„Detektyw Miś Zbyś na tropie” bardzo szybko wskoczył do topki naszych ulubionych komiksów. Dzieci lubią się śmiać, a tu na pierwszy rzut oka już widać, że zabawa będzie przednia. No spójrzcie tylko na okładkę i tę ekipę w paszczy dinozaura. Po co oni team weszli? Czego oni tam szukają? I czy on ich nie zje? „Co tu się dzieje?” - zwykł mawiać mój syn śmiejąc się zadziornie. Polecam wam przeczytać, aby dowiedzieć się, o czym jest ta szalona, kryminalna historia.

[Egzemplarz recenzencki]

„Detektyw Miś Zbyś na tropie. Wielki bałagan” Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

„Detektyw Miś Zbyś na tropie. Wielki bałagan” Piotr Nowacki, Maciej Jasiński, Tomasz Kaczkowski

Miasto paraliżuje atak śnieżycy. Ale zaraz. Dlaczego pada tylko nad lotniskiem? O zbadanie tej sprawy zostaje poproszony detektyw Miś Zbyś i jego kompan Borsuk Mruk. Burmistrz podejrzewa, że to jego kontrkandydat na stanowisko głowy miasta, chce mu dopiec. Czy w toku śledztwa uda się udowodnić mu nieczyste zagrania? Będziecie mogli prześledzić to w komiksie „Detektyw Miś Zbyś na tropie. Wielki bałagan”, który stworzyli Piotr Nowacki, Maciej Jasiński i Tomasz Kaczkowski.

Wydawnictwo Kultura Gniewu nie pierwszy raz obdarowuje dzieci wesołym, kolorowym i nieco szalonym komiksem. Tym razem mieliśmy okazję przeczytać coś detektywistycznego. Zbyś jest wybitnym detektywem, więc to do niego burmistrz miasta zwraca się o pomoc. Jak na detektywa przystało ten metodycznie przystępuje do pracy i dochodzi do bardzo ciekawych wniosków. Finał jest zaskakujący, ale też mówi o bardzo ważnym problemie naszych czasów. Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy nie jest on przysłowiowym kubłem zimnej wody dla rodziców.

Ale nie wchodźmy w moralizatorskie tony, bo „Detektyw Miś Zbyś” robi pozytywne wrażenie głównie dzięki intensywnym kolom, jak i niebanalnym komentarzom Mruka. Fantastyczne są też fragmenty, gdzie bohaterowie zwracają się do dzieci, aby te pomogły im rozwiązać jakiś problem. Moje dzieci uwielbiają taką formę zaproszenia do zabawy. Z ogromnym entuzjazm przystępują do powierzonego im zadania. Czują dumę, że pomogli bohaterom bajki.

Kto ma ochotę na komiks detektywistyczny? Czy ja widzę „las rąk”? Cudownie, bo cykl z Misiem Zbysiem jest świetny. Na razie pokazałam wam zeszyt „Wielki bałagan”, ale mieliśmy okazje przeczytać ich więcej. Junior nie mógł się oderwać. Pokochał tych bohaterów, a w trakcie czytania głośno się śmiał, ale też zaangażował się w śledztwo i próbował wyciągać własne wnioski. Spędziliśmy z Misiem Zbysiem bardzo miły wieczór.

[Egzemplarz recenzencki]

"Znam cię" Michael Deforge

"Znam cię" Michael Deforge

Czy nie wydaje się wam, że obecnie żyjemy bardzo szybko? Ciągle za czymś gonimy. Dążymy do ideału, który może czasami jest nawet na wyciągnięcie ręki, ale jednak nieuchwytny. Ciągle poprawiany jest świat z komiksu „Znam cię” Michaela Deforgesa. W wyniku ciągłych aktualizacji zmieniają się ciała, przestrzeń, układ dróg. Czy dzięki temu ludzie są szczęśliwsi? Czy aktualizacje dają im to czego pragną?

Deforge oddał w ręce czytelników komiks społeczno-psychologiczny. Poruszył w nim mnóstwo aktualnych wątków i problemów wynikających z rozwoju technologii. Mamy tu system, który wmówił ludziom, że o nich dba. System, który nie zapiera się, że jest idealny. Przecież można złożyć skargę, dostać przeprosiny, a nawet rekompensatę, jednak te skargi nie maja mocy zmian. Są tylko śmiesznym narzędziem dającym ludziom poczucie sprawczości. Bo innego nie mają. Nigdy nie maja pewności, gdzie się jutro obudzą, jak będą wyglądać, albo czy ich droga do pracy nagle nie będzie trwała dwa razy dłużej. Bo system dąży do nieskończonej optymalizacji.

Z tego komiksu można wyciągnąć ogrom absurdów współczesnych czasów. Począwszy od wyglądu, gdzie główna bohaterka ewoluuje od ciała człowieka przez inne kształty do trójkątnego nawiasu. Przez samotność jaką ona doświadcza w tym jakże intensywnym świecie. Po rozwiązania systemowe wprowadzane bez żadnej konsultacji w imię wyższego dobra. Czy my tego wszystkiego nie znamy? Dziwne modyfikacje ciała w pogoni za urodą, samotność w tłumie i AI, która szturmem wdarła się do naszej codzienności.

Właściwie mogłabym też rozbić ten komiks na pomniejsze problemy i długo je analizować. Czy Deforge trafnie uchwycił to z czym zmaga się współczesny człowiek? Natomiast ja wolę rzucić ogóle hasła, bo „Znam cię” to publikacja, która daje ogrom możliwości czytania. Autor proponuje pewną fabułę, drogę od pokory do buntu, jednak jest ona pretekstem do czytania między wierszami.

A ma on więcej narzędzi przekazu, bo operuje i słowem i obrazem. Jego rysunki są iście szalone. Dla mnie genialnie oddają ogrom bodźców jakimi jesteśmy bombardowani. Trochę nie wiadomo na czym zawieść oko. Czy analizować szczegóły, czy czytać dalej? Jednak to chyba nie jest do końca najważniejsze. Bo chodzi o ogólne wrażenie, o pewien chaos wizualny i informacyjny, jakiego doświadczamy. Deforge go spotęgował, co fantastycznie podkreśla problemy, jakie pragnął ukazać w tym komiksie.

W „Znam cię” jednostka jest zagubiona i to zagubienie powoduje frustrację, a ta musi znaleźć ujście. Czy systemowe rozwiązania będą wystarczające? Nie. Bo to pozorna dbałość o jednostkę, to „wszechwiedza” systemy, że ten wie lepiej jest jej źródłem. Kocham kreatywność i Deforge zauroczył mnie tym, jak mówi nie wprost, ale bardzo wyraźnie. Jak skrzętnie wyciąga absurdy wmawiane nam w imię dobra. Czy te absurdy muszą być naszą rzeczywistością?


Komiks "Znam cię" można kupić na stronie wydawnictwa Kultura Gniewu

[Egzemplarz recenzencki]

"Hilda i Rożek. Przebudzenie Pana Śniegu" Luke Pearson

"Hilda i Rożek. Przebudzenie Pana Śniegu" Luke Pearson

Czy nam się to podoba, czy nie zima w końcu przyjdzie. I właśnie do przeżycia zimowej przygody z Hildą i Rożkiem was zapraszam. Wiele osób życzy sobie, żeby spadło dużo śniegu. Bo pięknie, bo jasno, bo „białe szaleństwo”. Jednak śnieg to też żywioł, a bohaterowie komiksu „Przebudzenie Pana Śniegu” przekonają się, że jest on niebezpieczny.

Hilda ma nową koleżankę o imieniu Burku. Od razu zaintrygowała ona moje dzieci, bo jest włochatą olbrzymką. Nie zostało doprecyzowane – przynajmniej w tym zeszycie – czy Burku to troll, a może inne stworzenie. Natomiast ważne jest to, że robi ona wrażenie swoimi gabarytami. Czy mała dziewczynka i olbrzymka mogą razem się bawić. Hilda i Burku świetnie się dogadują, ale faktycznie niektóre zabawy trzeba zmodyfikować, aby się udały. Jelonko-pies Różek budzi Pana Śniegu, bo wydaje mu się, że zabawy na śniegu najlepiej im wychodzą. Bardzo chce sprawić, żeby ostatni wspólnie spędzony z Burku dzień był wyjątkowy. I będzie. Tylko chyba Różek nie tak to sobie wyobrażał.

„Przebudzenie Pana Śniegu” to zimowa przygoda z wyraźnym wątkiem przyjaźni, pomimo ogromnych różnic. Hilda i Burku dogadują się wspaniale. Nie dziwię się Różkowi, że przy pierwszym konflikcie bardzo chce je pogodzić. Wydaje mu się, że postępuje w słusznym celu. Natomiast budzi żywioł.

A jak prezentuje się komiks autorstwa Luke'a Pearsona? Mnie skojarzył się z „Kajko i Kokosz”. Miękka kreska, okrągłe postacie – z wyjątkiem Pana Śniegu, ale o nim jeszcze wspomnę. Są to takie ilustracje, które wywołują bardzo miłe odczucia, co pięknie współgra z wątkiem przyjaźni i dobrej zabawy. Luke Person wprowadza też nutkę grozy w postaci Pana Śniegu, w którego przypadku wybrał lodowe, kanciaste kompozycje, jednak jest to taka ekscytująca groza. Dwójka moich dzieci przedyskutowała, które wyobrażenie tej postaci jest najstraszniejsze i czy on w ogóle jest groźny, czy może tylko udaje. Zresztą Pan Śniegu też ma różne oblicza. A czasami z niego mały słodziak.

Córka spróbowała czytać ten komiks samodzielnie. Po początkowych perturbacjach, które wynikły z bardzo podobnego zapisu liter „t” i „ł”, poradziła sobie bardzo dobrze. Litery są duże, wyraźne, a kwestie nie są długie. A właśnie tego boi się moja M. Zderzenia ze ścianą tekstu, dlatego komiksy są dla niej dobrym wyborem do szlifowania umiejętności czytania.

Jaka jest wasza ulubiona zabawa na śniegu? Sanki, lepienie bałwana, czy może bitwa na śnieżki? Polecam wam sprawdzić, jakie aktywności wybrali Hilda, Rożek i Burku. I przekonać się – nad czym zastanawiały się moje dzieci – czy Pan Śniegu jest groźny.

Komiks do kupienia na stronie wydawnictwa Kultura Gniewu

[Egzemplarz recenzencki]

"Echo dwa" Tomasz Samojlik

"Echo dwa" Tomasz Samojlik

Park zamienia się w miejsce bezprawia. Gangi kotów, srok i szczurów śmiało sobie poczynają. PALIZADEK (Parkowa Liga Zacnych Mordek) – samozwańcza liga parkowych obrońców – próbuje chronić zwykłych mieszkańców, ale – szczerze mówiąc - słabo im to wychodzi. Wszyscy tęsknią za nietoperzem Echo, kiedy on pilnował parku złoczyńcy nawet nie śmieli wejść na jego ścieżki.

„Echo dwa” czyli kontynuacja historii rozpoczętej w komiksie „Echo jeden”. Kompletnie nie wiem do czego zmierza ta opowieść, ale w czytając drugi zeszyt bawiłam się wybornie. Tomasz Samojlik stawia na szaloną przygodę. I to jest istotna informacja, bo w pierwszej części zarysowało się kilka wątków, a tę opowieść można było poprowadzić nawet melodramatycznie. Ale nie Samojlik. Autor czaruje energią i humorem. Może momentami trochę brutalnym (scena kiedy Grepsia zamyka Niko w słoiku i czeka aż zamieni się w szkielecik jest dość mocna, nieprawdaż?), ale ma to swój urok i perfekcyjnie pasuje do charakteru komiksu.

W recenzji komiksu „Echo jeden” nazwałam go prologiem do tej historii, bo autor przybliża w nim kim są główne postacie i opowiada o zniknięciu Echa, superbohatera parku. W drugim zeszycie nie daje nam za dużo poszlak, co mogło się z nim stać, chociaż każdy ze złoli ma coś do powiedzenia na temat starcia z bohaterskim nietoperzem. W „Echo dwa” prym wiodą gangi, biały nietoperz Niko i PALIZADEK. Właściwie to niekończące się odbijanie Niko z rąk kolejnych porywaczy. Poszła fama, że Niko coś wie do dobrej wyżerce i wszyscy chcą mieć go w swoich rękach... (łapach?, skrzydłach?, pazurkach?).

Lubimy być zaskakiwani, a takiego obrotu spraw, jakie zaproponował Tomasz Samojlik się nie spodziewaliśmy. To już pierwszy plus. Kolejne muszę przyznać, za dynamikę. Moje dzieci wręcz uwielbiają takie szalone i niepoprawne przygody. Ten komiks zdecydowanie wpisuje się w ich gust. Na koniec jeszcze muszę wspomnieć o walorach edukacyjnych, bo zabawa zabawą, ale autor przemyca w treści co nieco o nietoperzach. Podsumowując, fajne to.

Komiks do kupienia na stronie wydawnictwa Kultura Gniewu

[Egzemplarz recenzencki]

"Tymek i Mistrz. Wyprawa na koniec świata" Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak

"Tymek i Mistrz. Wyprawa na koniec świata" Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak

Bystry Tymek i roztargniony Mistrz – ten duet po raz kolejny zaprasza nas w wir przygód. Czwarty tom ich perypetii zatytułowany jest „Wyprawa na koniec świata”. Ale to nie jedyne wyzwanie, jakie czeka na tych bohaterów. W tym zeszczycie między innymi wezmą udział w wyścigu latających dywanów, Tymek spróbuje wyczarować smoka, sprawdzą dlaczego licho nie śpi i in. Będzie dynamicznie, pomysłowo i śmiesznie.

Czy pamiętacie komiksy o Toto, które wam kiedyś pokazywałam? W „Tymku i Mistrzu” mamy podobną formułę. To są krótkie, szybkie historyjki z zabawna puentą – czasami zaskakującą, a czasami nawiązującą do popularnych dowcipów. Publikacja, która ma bawić, relaksować, poprawić humor. A magia, którą jest napełniona jeszcze dodaje jej nieprzewidywalności i pozytywnie zaskakuje.

To co wyróżnia cykl duetu Leśniak i Skarżycki to barwne, fantastyczne uniwersum. Ja co prawda miałam okazje przeczytać tylko ten jeden zeszyt, ale już po nim mogę wywnioskować, że autorzy stworzyli gors postaci i umieścili je w starannie wymyślonym świecie. Przykładowo mamy tu króla, któremu bez wahania pomagają tytułowi bohaterowie, albo Psuja i Popsuja trochę nieudolnych antagonistów. Pomimo tego, że każda z przygód Tymka i Mistrza jest bardzo krótko przedstawiona widać, że cała otoczka jest rewelacyjnie opracowana. Żart żartem, ale trzeba go dobrze zaprezentować i to udało się duetowi Leśniak i Skarżycki.

„Tymek i Mistrz” to pozycja obowiązkowa dla fanów krótkich komiksów i szybkich historii. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem kupowałam broszury z dowcipami. Moim dzieciom zamiast tego mogę podsunąć wspaniale opracowane albumy, do których zalicza się prezentowana publikacja. Tu bawi i treść, i rysunek, a do tego widać, w jak kompletnym uniwersum ten żart, ta przygoda zostały umieszczone. Nie sposób nie docenić pracy duetu Leśniak i Skarżycki oraz wydawnictwa Kultura Gniewu.

[Egzemplarz recenzencki]

"Lilja złodziejka. Skarb trzech królów" Janne Kukkonen

"Lilja złodziejka. Skarb trzech królów" Janne Kukkonen

„Lilja złodziejka” Janne Kukkonena to komiks, który stał się bestsellerem w rodzimej Finlandii. Dzięki wydawnictwu Kultura Gniewu pojawił się i na polskim rynku. Jak przyjmiemy tę zadziorną dziewczynkę, która pragnie wielkich złodziejskich zleceń. „Skarb trzech królów” to jeden z zeszytów tego przygodowego fantasy.

Mistrz cechu złodziei patrzy z politowaniem na małą Lilję i jej wielkie ambicje. Nie zamierza dać jej poważnego zlecenia, ale dziewczynka sama bierze sprawy w swoje ręce. Za wszelką cenę chce zaimponować kamratom i zdobyć ich szacunek. Miesza się w sprawy, jakie mędrcom się nie śniły. Czy Lilja doprowadzi do końca świata?

Kukkonen stworzył przygodowe fantasy z przytupem. Ta historia to przede wszystkim świetny scenariusz, w którym przygoda goni przygodę. Ta historia to też wyrazista główna bohaterka. To jej impulsywna decyzja jest zapalnikiem wszelkich wydarzeń, ale taka jest Lilja impulsywna, charakterna, no i zwinna. Spryt i niewielkie gabaryty pozwalają jej wyjść niemal z każdej opresji. Być może niektóre sceny, gdzie musi ona zmierzyć się z przeciwnikami mógłby być lepiej przedstawione. Mam na myśli, jak ona tego dokonała, bo czytelnicy widzą narysowany ogromny rozgardiasz (z wszelkimi komiksowymi „bam”, „trach”, „siup”), z którego mała bohaterka sprytnie umyka. Ale tu, po raz kolejny, muszę dodać, że taka jest Lilja. Gdzie się pojawi, robi straszne zamieszanie. Nie działa metodycznie, a spontanicznie.

Kiedy działają złodzieje? W nocy. I to, a także nieco bura złodziejsko-zamkowa-średniowieczna konwencja rzutuje na kolorystykę. To jest mroczny komiks dziejący się wieczorową i nocną porą. Natomiast Kukkonen sprytnie ożywia ją żółtym i pomarańczowym blaskiem pochodni. Efekt jest bardzo fajny. Czytelnik czuje, jak to wszystko współgra ze scenariuszem. Właściwie trudno mówić tu o gładkich kreskach i miłych buziach, bo wkraczamy w zbójecki świat, gdzie każdy ma w sobie pierwiastek cwaniaczka. I to też autor fantastycznie oddał rysując postacie, których – poza Liją i jej opiekunem – nie obdarzamy kredytem zaufania. Już na pierwszy rzut oka widać, że są chytre i dwulicowe.

Na stronie wydawcy komiks oznaczony jest jako 9+. I tego plusa bym wyjątkowo podkreśliła. To nie jest beztroska przygodówka dla dzieci. Bohaterka jest młodziutka, ale wydarzenia, w których uczestniczy są dość mroczne i – nie boję się użyć tego słowa – brutalne. Lilja funkcjonuje w bezwzględnym i chciwym świcie. I nie ma dla niej taryfy ulgowej. Jej przeciwnicy kompletnie nie przejmują się, że mają do czynienia z dzieckiem i nie omieszkają jej szantażować, aby osiągnąć swoje cele. Do tego, trup ściele tu się gęsto. W czasie tej przygody wielu stracie głowę, a i główna bohaterka przekona się, jakie to uczucie pozbawić kogoś życia.

Nie sposób nie chwalić Janne Kukkonena. „Skarb trzech królów” to naprawdę ciekawa historia, a jej główna bohaterka – złodziejka Lilja – jest jej niekwestionowaną gwiazdą. To taka bohaterka, którą się lubi, której się kibicuje i którą się zapamiętuje. Natomiast trudno jest ocenić, dla kogo ta historia powstała. Balansuje ona na granicy przygodowego komiksu dla dzieci (czy też młodzieży), a średniowiecznego fantasy. Być może to jest sekret sukcesu tej publikacji. Robi wrażenie i na dorosłych i na wchodzących w dorosłość, spragnionych mocnych ważeń, czytelnikach.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tajemnica starszej pani" Wioleta Detyniecka,  Aneta Szczypczyk [Kroniki Wielkiej Puszczy Tom 1]

"Tajemnica starszej pani" Wioleta Detyniecka, Aneta Szczypczyk [Kroniki Wielkiej Puszczy Tom 1]

Lasy mają swoje sekrety. W ich ciemnych zakamarkach można wiele ukryć, a – trochę zmieniając popularne powiedzenie – to co się dzieje w lesie, zostaje w lesie. Rózia wraz z rodzicami przeprowadza się w okolice Wielkiej Puszczy. Jej mama, archeolożka, ma badać ślady pradawnej cywilizacji niegdyś zamieszkującej te tereny. Ależ to ekscytująco brzmi. Na miejscu Rózia przekona się, do jak niezwykłego miejsca trafiła.

Tom pierwszy cyklu „Kroniki Wielkiej puszczy” zatytułowany jest „Tajemnica starszej pani”. Owa pani to sąsiadka Rózi. Niby zwyczajna staruszka, ale w nocy wychodzi na podejrzane spacery do lasu i słucha głośnej muzyki. Dziewczynka nie może spać z ciekawości, co staruszka robi sama w lesie.

Można powiedzieć, że jest to prolog do właściwych „Kronik...” i to prolog napisany (i narysowany) zgrabnie i z pomysłem. Wioleta Detyniecka i Aneta Szczypczyk zapraszają nas do tajemniczego miejsca, co czujemy od momentu wkroczenia Rózi i jej rodziny do nowego domu. Zwierzęta, które ich tam witają... Nie, nic nie powiem. Sami musicie to zobaczyć. Ja nie mogłam się pozbierać po poznaniu kozy Pyrosławy. Głowna bohaterka chętnie zwiedza okolicę, dzięki czemu i my możemy się trochę rozejrzeć i wyrobić sobie opinię o tym miejscu.

Wypada jeszcze wspomnieć o wątku tajemniczej sąsiadki. To jest kolejny element, który pozwala nam poznać charakter miejsca akcji, a przy tym jest wyjątkowo zajmujący. Jaki sekret skrywa ta kobieta? Dlaczego ma tak osobliwe zwyczaje? Ten wątek jest tak napisany, że – w połączeniu z niezwykłością Wielkiej Puszczy – powoduje, iż trudno odłożyć ten komiks, póki nie pozna się szczegółów.

Czuję w kościach, że to wyjątkowo obiecujący cykl komiksów. To czego dowiedzieliśmy się z pierwszego tomu to zaledwie ułamek sekretów tytułowego miejsca, ale wspaniale oddaje jego charakter. Bardzo dobre zagranie, które pozwala wyrobić sobie czytelnikowi zdanie, czy to są jego klimaty. Podjąć decyzję, czy chce w to brnąć. Przy tym jest to niejako historia w historii. Co mam na myśli? Tajemnica starszej pani zostaje rozwikłana, ale jest ona zaproszeniem do dalszego eksplorowania Wielkiej Puszczy i jej tajemnic. I ja bardzo, bardzo chcę to robić.

[Egzemplarz recenzencki]

"Echo Jeden" Tomasz Samojlik

"Echo Jeden" Tomasz Samojlik

Komiksy Tomasza Samojlika miałam okazję poznać przy okazji serii o Detektywie Wróblu. Zaskoczyły mnie one pomysłem na przekazanie ekotematów. Eh, te ptaki, które najadły się sfermentowanych owoców :D Mówiąc po ptasiemu komiks zrobiony z jajem. Bez wahania sięgnęłam po nowe „dziecko” autora. Tym razem komiks o nietoperzach zatytułowany „Echo Jeden”.

Tytułowy Echo Jeden to superbohater, który chroni park i jego mieszkańców przed złoczyńcami. Ten koleś potrafi skopać zadek łobuzom. Niestety, podczas jednej z akcji Echo ginie. Jego kompan, pies o imieniu Krach, zostaje sam na posterunku. Jednak Krach się starzeje, a zamieszkujące park zwierzęta czują, że same muszą się zorganizować. Legenda Echo Jeden ich nie uchroni. Tak powstaje Palizadek (czyli Parkowa Liga Zacnych Mordek). Dość osobliwa organizacja, w której ślepy (acz bojowy) kret stanie ramię w ramię z jeżem, żabą, ślimakiem i wiewiórką. Przyznacie, że to nietypowa grupa superbohaterów. Jest jeszcze Niko, mały biały nietoperz, który jest bardzo zafascynowany postacią Echa Jeden i pragnie zostać jego następcą.

Trudno mi ocenić ten komiks. Jeżeli chodzi o rysunki i jego charakter, to dostałam to czego oczekiwałam. Dzikość, szaleństwo, a w nich przemycone ciekawostki o nietoperzach. Jest to książka o czymś i z pazurem. Super.

Problem w tym, ze po przeczytaniu miałam wrażenie, iż dostałam zaledwie prolog. Autor opowiedział historię Echo, pokazał jak formował się Palizadek, przedstawił Niko i jego rodzinę, a także wpuścił do parku kilku złoli i zaaranżował niebezpieczne starcie. W książce pojawiło się wiele niewiadomych, ale żadnych odpowiedzi. A najważniejsze z pytań to: „Co się przytrafiło Echo?”. Historia urywa się w momencie, kiedy zdeterminowany Niko postanawia się tego dowiedzieć. I nie przez przypadek użyłam słowa „urywa”. Myślę, że wydawca mógł lepiej wyeksponować, że jest to zaledwie pierwszy tom (chociaż pojedyncze tomy też powinny być na swój sposób całością), że czytelnik dostaje coś niekompletnego.

Fajny, a nawet bardzo fajny jest ten komiks. Tomasz Samojlik to człowiek, który wie, jak po kryjomu sprzedać młodemu czytelnikowi trochę wiedzy. U niego bywa dziko i niepoprawnie, a ten styl jest wyjątkowo pociągający. Chyba dlatego tak ubolewam, że ta historia kończy się tak nagle. Drugi tom poproszę i to szybko.

[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger