Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Świetlik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Świetlik. Pokaż wszystkie posty
"Hobby horsing czyli przyjaźń w galopie. Skoki przez przeszkody" Małgorzata Korbiel

"Hobby horsing czyli przyjaźń w galopie. Skoki przez przeszkody" Małgorzata Korbiel

Asia zaraziła swoje otoczenie pasją do hobby horsingu. Razem z przyjaciółkami regularnie trenują i świetnie się przy tym bawią. Pewnego dnia poznają Lenę, która również jest zawodniczką, a do tego uważa się za profesjonalistkę. Dziewczyny chcą się od niej uczyć, a ta chętnie przyjmuje rolę mentorki. Jednak jej podejście do sportu wystawia ich przyjaźń na próbę i omal jej nie niszczy. Jakie przeszkody będą musiały pokonać bohaterki cyklu „Hobby horsing czyli przyjaźń w galopie. Skoki przez przeszkody” Małgorzaty Korbiel?

Sport to oczywiście rywalizacja, ale w dyscyplinach drużynowych nie można zapomnieć o atmosferze w zespole, a ta – przez dołączenie do niego Leny – została mocno popsuta w Galopujących Gwiazdach. Treningi przestały być przyjemnością, a przykrym obowiązkiem. Hobby horsing przestał cieszyć. Ciągła krytyka i wygórowane ambicje wręcz „przygniatały” dziewczyny. Czy ważne są wyłącznie osiągnięcia? Czy to jest jedyna droga, aby zdobyć tytuły? Bohaterki książki przekonają się, że w sporcie ważny jest też duch drużyny. Czy uda się ją jeszcze odbudować?

Korbiel napisała świetna książkę o przyjaźni i rywalizacji. Asia – główna bohaterka – staje przed dylematem, co jest dla niej ważniejsze, a przy okazji przekona się, że te dwie rzeczy mogą iść w parze, że pokazano jej złą drogę do ich osiągnięcia. Asia uświadamia sobie, czym hobby horsing jest dla niej naprawdę i ile znaczy przyjaźń. Przekona się, że warto te więzi pielęgnować, bo one uskrzydlają. Początkowy spadek pewności sobie zostanie „podniesiony” właśnie dzięki koleżankom.

Kochani, życzę wszystkim takich przyjaciółek, jak te z cyklu „Hobby horsing czyli przyjaźń w galopie”. Przyjaciółek, z którymi będziecie się dobrze bawić, z którymi się świetnie rozumiecie, ale też które potrafią być wsparciem. Przyjaźni radosnej i szczerej, w której to człowiek jest na pierwszym miejscu.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dobre bajki dla przedszkolaków. Razem można więcej" Małgorzata Korbiel

"Dobre bajki dla przedszkolaków. Razem można więcej" Małgorzata Korbiel

Nie ukrywam, że bardzo lubimy czytać serię ”Dobre bajki” Małgorzaty Korbiel. Jeżeli maiłabym wskazać, którą część czytamy najczęściej byłaby to „Dobre bajki dla przedszkolaków. Idziemy na Spacer!” Zbór opowiadań, które odnoszą się do tego, czego dziecko doświadcza w przedszkolu. Czekałam, czy Korbiel pociągnie ten temat i pojawi się więcej bajek o podobnej problematyce. I doczekałam się. Ukazała się publikacja „Dobre bajki dla przedszkolaków. Razem można więcej”.

Poprzednie bajki dla przedszkolaków odbywały się na spacerze. Tym razem zostaniemy w przedszkolnej sali. Poznamy Kamila, który jest smutny, bo jego najlepszy kolega dzisiaj nie przyszedł, Maję, która zgubiła ulubioną zabawkę, Klarę, która niegrzecznie się zachowuje i Natalkę, która stałą się, jej „ofiarą”, Krzysia, który bardzo tęskni za mamą, Milana, który wstydzi się występować w przedszkolnym przedstawieniu i Basię, która strasznie boi się pobrudzić.

Autorka w swoich opowiadaniach podkreśla moc grupy. Pokazuje, że przedszkolu nie jest się samotnym. Jest pani wychowawczyni, są dzieci i oni wszyscy razem się wspierają, pomagają sobie. Nie zawsze jest łatwo przełamać swoje obawy, ale czasami warto pobawić się z kimś innym. Warto też mówić głośno „nie”, kiedy twoje granice są przekraczane. Warto próbować nowych rzeczy. Bo przedszkole jest przestrzenią do zabawy, rozwoju, do próbowania, a grupa może pokazać ogrom możliwości.

Bardzo mi się podoba, że zarówno w książce „Idziemy na spacer!” jak i w „Razem można więcej” mamy do czynienia z tą samą grupą przedszkolaków. Czytelnik nie musi za każdym razem na nowo się aklimatyzować. Wraca do dobrze znanych już bohaterów i traktuje ich jak koleżanki i kolegów.

Bywa, że trudno funkcjonuje się w grupie. Miks charakterów i doświadczeń sprawia, że nie każdego się lubi. Jednak warto dawać szansę, aby się poznać, bo koleżeństwo, przyjaźń to wartości, które wiele znaczą. Jak udowadnia Korbiel razem łatwiej pokonać małe i duże problemy.

[Egzemplarz recenzencki]

"Pirat Mops. Wyprawa na piracką wyspę" Laura James

"Pirat Mops. Wyprawa na piracką wyspę" Laura James

Mops nie lubi wody, ale ma chyba trochę „pecha” do morskich przygód. W tomie „Kapitan Mops. Przygoda na pełnym morzu” z imprezy nad jeziorem trafił nad morze. Teraz przeżyje piracką przygodę zatytułowaną „Pirat Mops. Wyprawa na piracką wyspę”. Mops, pomimo lęku przed wodą, znowu wykaże się bohaterstwem odszukując insygnia burmistrza Żwirowej Zatoki. Cenny artefakt dla mieszkańców tego miejsca.

Ale od początku. Bo wszystko zaczęło się od wypadku. W trakcie zabawy na plaży, nieuważnie rzucona piłka podbija Mopsowi oko. Przez jakiś czas musi je chronić, a w przepasce wygląda jak rasowy pirat. Potem panna Miranda Zabiera go na festyn w Żwirowej Zatoce, gdzie przestraszona papuga porywa lokalny skarb. Pani burmistrz ogłasza, iż kto go znajdzie zostanie jednodniowym burmistrzem. Mops, panna Miranda i ich przyjaciele bardzo chcą pomóc, ale na nagrodę liczy też grupka miejscowych łobuzów. Kto pierwszy dotrze na niewielka wyspę, na której wylądowała papuga?

Mops, jak zwykle, trochę niechcąc staje się centrum przygody. Z panną Mirandą są nierozłączni, chociaż piesek pewnie wolałby zostać w domu niż brać udział w jej eskapadach. Jednak jego właścicielka lubi się bawić, a i jest zdeterminowana, żeby jej pupil przełamywał lęki. W „Piracie Mopsie” zmierzy się ze zmorą wielu psów, czyli wodą.

Laura James – autorka przygód Mopsa – pisze dynamicznie i z rozmachem. Moje dzieci bardzo lubią ten cykl za dobre tempo. Zero długich wstępów. Bohaterowie wstają, jedzą śniadanie – bo śniadanie to bardzo ważny posiłek – i ruszają ku kolejnej przygodzie. A ta jest napisana w formie „kontrolowanego zamieszania”. To znaczy dzieje się mnóstwo, sytuacja może zmienić się w każdej chwili, ale autorka świetnie nad tym panuje i z każdą stroną przybliża bohaterów do celu.

Arrrr... Zakrzyknął by zły pirat. Jednak Mops jest dobrym piratem, który mimo czaszki na kapeluszu ma dobre serduszko i – razem ze swoją właścicielką – jest bardzo uczynny. No i nieco wystraszony. Jednak zew przygody wzywa, a jemu trudno się oprzeć.

[Egzemplarz recenzencki]

"Astrid i kosmiczni kadeci. Groźba z Czarnej Laguny" Alex T. Smith

"Astrid i kosmiczni kadeci. Groźba z Czarnej Laguny" Alex T. Smith

Kolejna misja Astrid i kosmicznych kadetów przypada w Czarnej Lagunie. A gdzie jest to miejsce? - zapytacie. Na planecie Wilgoć – odpowiadam. Dwie badaczki zwracają się do nich z prośbą o pomoc w dotarciu do siedliska rzadkich ryb. Jednak badaczki wydają im się nieco podejrzane. Nie maja żadnego sprzętu, a i wiedzy chyba niewiele. Ale mają profesjonalna białe fartuchy i mapę. No i to w końcu Szefini zleciła im to zadanie. Co czeka na kadetów w Czarnej Lagunie? Przekonacie się czytając kolejny tom cyklu ich przygód autorstwa Alexa T. Smitha.

Zacznijmy od antagonistek. Trafiamy na wyjątkowe spryciule, które przechytrzyły samą Szefinię. Wyrachowane bohaterki, które fantastycznie zabezpieczyły się, aby zrealizować swój plan. Nie miały skrupułów wykorzystać kadetów, aby ci pokonali za nie trudne i niebezpieczne odcinki, a także wykonali ciężką pracę. Czy kadeci w porę się zorientują, że są manipulowani?

Bardzo lubimy cykl „Astrid i kosmicznych kadetów”. Jest on okazją do pokazania dziecku czym jest science-fiction. Oczywiście więcej tu fiction niż science, ale potraktujmy to sformułowanie, jako skrót myślowy na określenie tych wszystkich książek, których akcja dzieje się w kosmosie. Bo są tu statki kosmiczne, nieziemskie, odległe planety, nieznane urządzenia i technologiczne rozwiązania. A przede wszystkim jest przygoda. Seria wyzwań, którym bohaterowie mogą sprostać dzięki swojej pomysłowości.

[Egzemplarz recenzencki]

"Jestem Wednesday"

"Jestem Wednesday"

Mroczna, smutna, poważna. Kocha makabrę. Czy Wednesday Addams w ogóle nadaje się na dziecięcą idolkę? Czy to jest postać, którą można wykorzysta w literaturze dla dzieci? Ja uważam, że tak, a sama wspominana nie ma skrupułów, aby się przedstawić młodszym czytelnikom, a robi to w publikacji „Jestem Wednesday”.

Fabułę można, streścić bardzo krótko. Wednesday Addams opowiada o sobie. Zapytacie się, dla kogo jest ta książka. Te widełki możemy rozciągnąć dość szeroko. Jest to bogato ilustrowane wydanie, a fragmenty tekstu są krótkie. Coś w stylu picturebooka. Forma jaką wybiera się raczej dla tych młodszych czytelników, przedszkolaków. Patrząc na rok wydania (2025) zastanawiam się, czy Wednesday jest jeszcze modna w tej grupie. Dwa lata temu, rok nie miałabym takich wątpliwości. W przedszkolu ciągle widziałam dzieciaki w koszulkach z tą bohaterką, a na bal przebierańców przyszło kilka Wednesday i Enid. Ale to były czasy, kiedy serial na Netfilxie był u szczytu popularności.

Natomiast ja kocham Wednesday za to jaka ona jest. Uwielbiam to, że jest inna, a przy tym tak atrakcyjna w swojej inności, a ta książka jest nośnikiem moich ulubionych treści w literaturze dla dzieci: „(…) zawsze możesz być tak dziwny, jak tylko chcesz.”1 I ja uważam, że takie treści powinny być wpajane dzieciom już od najmłodszych lat. Że one maja prawo być sobą, że nie muszą się do nikogo dostosowywać. Dlatego, nawet jeśli szał na Wednesday już przemija, warto pomyśleć, czy jednak trochę go nie podsycić.

Czy ta książka spodoba się też starszakom? Powiem wam tylko, że jak córka ją zobaczyła, to zostałam najlepszą mamą na świecie. Tekstu nie jest dużo, ale moją M. picturebooki zachęcają do nauki czytania (może się chwalić, ile stron przeczytała w jeden dzień), a czytanie o popularnym bohaterze jest po prostu atrakcyjne. Do tego ta publikacja fajnie porządkuje, kim jest Wednesday. To nie tylko trend noszenia białego kołnierzyka do czarnej sukienki, to postać ze swoją historią.

Bardzo lubię „Rodzinę Addamsów” z jej mroczno-komediową konwencją. Kocham to jak dumni są ze swojego dziedzictwa, z tego jacy są. Dziwacy, którzy swoja pewnością siebie zawstydzają świat. Potrzebujemy takich bohaterów, którzy pokrzepiają i relaksują. Dlatego cieszę się, że powstała „Jestem Wednesday” i cieszę się, że mamy ją w swojej biblioteczce.

1 „Jestem Wednesday”, wydawnictwo Świetlik, Białystok 2025, s. 24.

[Egzemplarz recenzencki]

"Hobby horsing, czyli przyjaźń w galopie. Skok ku przygodzie" Małgorzata Korbiel

"Hobby horsing, czyli przyjaźń w galopie. Skok ku przygodzie" Małgorzata Korbiel

Pasja. Co jest waszą? Czy jesteście z niej dumni czy raczej uprawiacie ją cicho, albo po kryjomu? Asia – bohaterka powieści Małgorzaty Korbiel „Skok ku przygodzie” - kocha konie. Ale nie ma możliwości jeździć na prawdziwym rumaku. Razem z dziadkiem zrobiła konia na patyku, aby trenować tzw. hobby horsig. Asia jest nieśmiałą dziewczynką. Zmiana szkoły jest dla niej dużym stresem i trudno jej zaaklimatyzować się w nowej klasie. Do czasu aż na zajęciach plastycznych zostaje przydzielona do grupy z Zosią, Kasią i Martą. Temat zadania sprawia, że Asia zaczyna opowiadać o swoje pasji. Czy zarazi nią koleżanki, a może stanie się ona powodem do śmiechu?

Asia jest trochę trudną do zrozumienia bohaterką. Nieśmiałość nieśmiałością, ale autorka daje jej możliwości, aby poznała nowych przyjaciół, tylko ona z nich nie korzysta. Jakby czekała na te trzy dziewczyny, które obserwuje na przerwach. W końcu dostaje swoją szansę. Czy ją wykorzysta?

Ten cały hobby horsig świetnie sprawdza się w historii o byciu sobą. Przyznacie, że jest to nietypowe hobby i swego czasu trochę się z niego naśmiewano. Spotyka się z tym i Asia. Staje się celem ataków, na które próbuje odpowiadać, jednak kiedy się nasilają zaczyna mieć wątpliwości, czy to co robi, faktycznie nie jest głupie. Na szczęście dociera do niej, że: „Nie mogła pozwolić, żeby inni odebrali jej radość robienia tego, co kocha.”1 Te słowa są i pokrzepieniem i ostrzeżeniem. Dają siłę, aby „mieć gdzieś” hejterów, ale też każą się zastanowić nad słowami i czynami. Bo nie mamy prawa, aby krytykować czyjąś pasję. Mamy – jeśli chcemy - prawo ją poznać, dowiedzieć się, co w niej jest takiego interesującego. Wreszcie każdy z nas ma prawo wyróżniać się z tłumu, a hobby jest właśnie rodzajem ekspresji.

Nie jest tajemnicą, że ja cenię takie takie bajki. Obserwuję, jak dzieci wsiąkają w grupę rówieśniczą i próbuję im przekazać, że nie muszą być tacy sami jak koledzy i koleżanki. Że mogą pozostać sobą i zarażać siebie nawzajem miłością do przeróżnych rzeczy. Że każdy człowiek jest inspirujący, takim jakim jest.

1 Małgorzata Korbiel, „Skok ku przygodzie”, wyd. Świetlik, Białystok 2025, s. 88.

Książka "Skok ku przygodzie" jest dostępna w księgarni Empik

[Egzemplarz recenzencki]

"Co zrobi Anielka" Barbara Supeł: Książki z okienkami

"Co zrobi Anielka" Barbara Supeł: Książki z okienkami

„Mamusiu, czy w tych książkach kryją się dla mnie niespodzianki?” zapytał się mój synek. Pomyślałam sobie, że młody odkrył istotę czytania, bo każda historia jest niespodzianką do odkrycia. Jak wywołać ten instynkt odkrywcy? Można to robić już od najmłodszych lat, wykorzystując naturalna ciekawość dzieci i podsuwając im publikacje dopasowane do ich wieku i możliwości poznawczych. Bardzo fajnym rozwiązaniem są książki z okienkami, w których i czytamy opowieść, i zaglądamy w różne zakamarki. Kiedyś opowiadałam wam o Frani, bohaterce bajek autorstwa Barbary Supeł, która rozwiązywała różne problemy. Frania ma młodszą siostrę Anielkę i to właśnie z nią mogą pobawić się maluchy.

Przed wami cykl pt. „Co zrobi Anielka”. To takie książki, które towarzyszą dzieciom w codziennych czynnościach. Tytuły, które się do tej pory ukazały to „Na placu zabaw” i „Przed snem” i one już coś nam mówią o zawartości.

W pierwszej książce Aniela idzie na plac zabaw. A dziecko, otwierając kolejne okienka, sprawdzi, co się przyda podczas takiego spaceru i co można w jego trakcie robić. Autorka zwraca też uwagę na aspekt dzielenia się i szanowania rzeczy innych.

W drugiej książce przypatrzymy się wieczornej rutynie. Kolacja, kąpiel, nocna lampka i nasza bohaterka ląduje w łóżku. Publikacje tego typu są świetne, bo pomagają porządkować wspomnianą rutynę, a w wielu domach ten czas przed snem bywa nerwowy. Warto mieć przynajmniej jedną książkę o takiej tematyce i co jakiś czas po nią sięgać.

Wróćmy do „Co zrobi Anielka”. Tu niekwestionowanym hitem są okienka. Otwieranie ich, zaglądanie do nich to świetna zabawa. Podoba mi się, że każdemu z nich towarzyszy pytanie. Co prawda są napisane na „jedno kopyto”: „Ciekawe, co teraz zrobią. Może puszczą bańki? Może pobawią się w sklep?”1 itd. Aczkolwiek – wbrew pozorom – to nie jest nudne. Ten schemat nadaje zabawie jakiegoś uroku. Krótko mówiąc, jest świetny.

Takie książki się nie nudzą. Sprawiają, że czytanie staje się wyjątkowo radosną aktywnością. To nie tylko słuchanie. To cudowna przygoda pełna niespodzianek do odkrycia.

1 Barbara Supeł, „Co zrobi Anielka na placu zabaw”, wyd. Świetlik, Białystok 2025, s. 5-6.

[Egzemplarz recenzencki]

"Jak nie dać się pożreć rekinom... i inne (nie)życiowe porady" John Larkin

"Jak nie dać się pożreć rekinom... i inne (nie)życiowe porady" John Larkin

Tę recenzje mogłabym zatytułować „Jak nie da się pożreć rekinom, czyli dylematy z d...”. Z d... bo przecież ten problem nas nie dotyczy. Ale może spojrzymy na tę kwestie inaczej. My po prostu mamy bardzo dobrą strategię unikania ataku rekina. Przyznacie, że tak postawiona sprawa brzmi o wiele lepiej. Ataki rekinów są jednym z dylematów jakimi zajmuje się John Larkin, autor książki „Jak nie dać się pożreć rekinom... i inne (nie)życiowe porady”. Z charakterystycznym humorem rozkminia jeszcze teorie płaskoziemców, oczekiwania i zachowanie rodziców, a także daje rady jak zaliczyć zajęcia z kreatywnego pisania i oblicza prawdopodobieństwo porwania przez kosmitów.

Dziwna jest to książka. Z jednej strony zabawna, przekorna. Autor w ciekawy sposób opracował informacje, szczególnie na uznanie zasługuje atrakcyjne przedstawienie danych statystycznych. Niby można się pośmiać, jednak na dłuższą metę taki sposób opowiadania może być irytujący. Pozwolę sobie zacytować pierwsze zadanie z książki, bo jest ono reprezentacyjne dla stylu, w jakim została napisana: „Istnieje jedna, absolutnie niezawodna metoda, żeby uniknąć pożarcia przez rekiny. Nie włazić do oceanu.”1 Niby się śmieję, ale z tyłu głowy zastawiam się, czy ktoś nie traktuje mnie jak idiotki.

Nie mogę rozgryźć klucza, jakim kierował się autor przy doborze tematów. Wydaje się przypadkowy. Szczególnie rozdział o rodzicach, pełen dosłownego interpretowania ich odzywek, wydaje się nie pasować do reszty. Jest wyłącznie rozrywkowy, bez popularnonaukowych elementów. Dlaczego znalazł się w tej książce? Jak ją sklasyfikować? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć te kwestie.

„Jak nie dać się pożreć rekinom...” to książka napisana z jajem. Nie przeczę, że jest wyjątkowo atrakcyjna i zabawna. Jednak czy taka formuła za bardzo eksploatowana za szybko się nie wyczerpuje? Pewnie to jest indywidualna kwestia i część czytelników będzie zachwycona ironią autora, a druga część bezie zirytowana jego go inteligentnymi acz oczywistymi odpowiedziami. Może to jest właśnie sukces dobrego żartu. Stworzyć go z czegoś oczywistego.

1 John Larkin, „Jak nie dać się pożreć rekinom... i inne (nie)życiowe porady”, tłum. Mateusz Rulski-Bożek, wyd. Świetlik, Białystok 2025, s. 5.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dobre bajki o tym jak dbać o zdrowie" Małgorzata Korbiel

"Dobre bajki o tym jak dbać o zdrowie" Małgorzata Korbiel

Jak wpoić dzieciom zdrowe nawyki? Punkt pierwszy to samemu dawać przykład. Ale i tak lody na śniadanie kuszą, gra na tablecie wydaje się bardziej atrakcyjna niż rysowanie i czasami zapomni się umyć rąk. I tu przychodzi punkt drugi, czyli tłumaczenie dlaczego i po co coś robimy. W książce „Dobre bajki o tym jak dbać o zdrowie” Małgorzata Korbiel w formie opowiadań przystępnych dla dzieci opowiada, dlaczego zdrowe nawyki są ważne, jak wpływają na nasz organizm.

W pierwszej bajce grupa przedszkolaków dowie się czym są bakterie i wirusy i dlaczego powinno się myć ręce. Bohaterem drugiej jest Karolinka, która wyszła z domu bez porządnego śniadania w efekcie czego miała mało energii do zabawy. W opowiadaniu numer trzy jest lato, a dzieciaki są na wycieczce w zoo. Przekonają się, jak ważne jest picie wody. Następnie pewna pani przedszkolanka zachęci nas do aktywności fizycznej. Poznamy też Maksa, który nie lubi spać i ciągle chodzi zmęczony oraz bliźniaczki Marysię i Anię, które całe popołudnia siedziałby przed telewizorem lub tabletem.

W poprzednim akapicie zarysowałam, jakie tematy zostały poruszone w książce. A jak jest z wykonaniem? „Dobre bajki...” to jakość sama w sobie. Ten tytuł nie jest przypadkowy bo to zbiór ciepłych opowieści niosących dobre wartość . Korbiel pokazuje, że zdrowe nawyki mogą być ekscytujące. Dzieci nie chcą uprawiać sportu, myć rąk itp. więc pokaże im, że to dobra zabawa. W radosny sposób zmobilizuje je do działania. Karolinka uważała, że zdrowe jedzenie jest niesmaczne za to poszukiwanie skarbów jest ekscytujące, to może zaproponować jest posiłek poszukiwaczy skarbów, który rozjaśnia umysł i daje energię do działania. Dzięki przytoczonym przykładom widzicie, że w tej książce nie ma moralizatorstwa, a sprytne tłumaczenie. Korbiel obala mit, że zdrowe nawyki są nudne.

Cieszy mnie taki dobór tematu dla kolejnego tomu „Dobrych bajek...”. My opiekunowie nie zawsze mamy zasoby, aby o te zdrowe nawyki walczyć i łatwo się irytujemy, albo wprowadzamy sztywne zasady, co może jeszcze zniechęcić dziecko. Korbiel w swoich bajkach daje przestrzeń, w której bohaterowie mogą popełniać błędy, ale są umiejętnie kierowani na dobre ścieżki. Tym razem ścieżki zdrowego stylu życia.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tycipieski. Najlepsze urodziny Zuzi" Rose Lihou

"Tycipieski. Najlepsze urodziny Zuzi" Rose Lihou

Zbliżają się urodziny Zuzi. Mama planuje przyjęcie, ale dziewczynka ma mieszane uczucia. Stresuje się, czy wszystko się uda, czy goście będą się dobrze bawić. Czy w ogóle da się zorganizować imprezę idealna? Czy nieśmiała osóbka jest w stanie brylować podczas przyjęcia? A może to nie jest nikomu potrzebne. Wystarczy być sobą i zrobić coś w swoim stylu?

W książce „najlepsze urodziny Zuzi” bohaterka zauważa, że jej rodzina jest nico inna. Dziewczynka mieszka z mamą i dziadkami w domu z ogrodem. Kochają naturą, hodują własne warzywa, babcia piecze tort z pasternaku, a dziadek rzeźbi figurki. Powiecie, że to nic takiego, jednak dziewczynka obawia się, czy szkolni koledzy nie będą postrzegali jej rodziny przez pryzmat dziwaków. Rose Lihou, autorka książki, tak kieruje akcją, że to co mogło być powodem do śmiechu, ratuje przyjęcie, a goście są zachwyceni przygotowanymi dla nich atrakcjami.

Zuzia to typ spokojnej, nieśmiałej bohaterki, a Rose Lihou pokazuje w cyklu o Tycipieskach, że takie dzieci też są wyjątkowe. Zuzia jest pełna obaw przed przyjęciem. Przeraża ją bycie w centrum uwagi, a także wyśmianie przez kolegów i koleżanki, gdyby przyjęcie okazało się „klapą”. Lihou delikatnie „ściąga” z niej wszystkie obawy. Ta bohaterka z każdą strona promienieje. A ewentualne zwroty akcji, małe dramy mające miejsce na imprezie, jeszcze dodają jej blasku.

Cykl o Tycipieskach to ciepłe, spokojne książki. Przenoszą dzieci do świata przepełnionego miłością, przyjaźnią i wsparciem. Moja córka co prawda ma inny temperament niż Zuzia, ale bardzo lubi tę bohaterkę. Towarzyszy jej i małym pieskom w kolejnych przygodach i chętnie doradza. Te bajki mają też moc wyciszania. Wspierają, uspokają przebodźcowane po całym dniu aktywności dziecko, chociaż nie zapominają o przygodzie, która ma zaciekawiać. Tu wszystko jest na swoim miejscu. Książka zaciekawia i relaksuje.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tropiciel Mops. Dzika przygoda w parku safari" Laura James

"Tropiciel Mops. Dzika przygoda w parku safari" Laura James

Mops jest dzielnym pieskiem, ale kiedy panna Miranda – jego właścicielka – obwieszcza, że jadą zobaczyć lwy nawet on czuje niepokój. Wszak taki lew to groźne zwierzę. Jednak Miranda uważa, że Mops powinien przełamać strach i upiera się przy wyprawie do zoo i odwiedzeniu wybiegu wielkich kotów. Na miejscu poznają gwiazdę telewizji, a Mops przeżyje serię przygód. Jakie zwierzęta zobaczy w zoo? Czy lwy okażą się miłe, a może będą chciały go zjeść jako przekąskę? Kolejna książka Laury James zatytułowana jest „Tropiciel Mops. Dzika przygoda w parku safari”.

Sympatyczne są opowiastki o Mopsie, bo ona sam to słodki zwierzak. Nieco gapowaty i przez to ulega serii przypadkowych zdarzeń, które opisuje James. Tym razem zostaje wrobiony w wyprawę do zoo. Napisałam wrobiony, bo to panna Miranda zasłoniła się Mopsem, aby spełnić swoją zachciankę. Trochę nieładnie panienko. Natomiast na miejscu okazuje się, że zwierzęta wcale nie są takie straszne, a większe zamieszanie będzie efektem czynów człowieka. Dobrze, że panna Miranda i Mops są na miejscu. Dadzą nauczkę pewnej osobie, która ma niezbyt dobre zamiary.

Za co lubimy przygody Mopsa? Za dobre tempo akcji, humor i troskę jaką panna Miranda otacza swojego pupila. Gdzie Mops, tam zawsze zawsze coś się dzieje. Kłopoty lubią tego zwierzaka, ale jego właścicielka nigdy nie zostawia go w potrzebie i w brawurowym stylu wyciąga go z tarapatów, w jakie wpadł. Cenię też to, jak książka została wydana i przetłumaczona. Ilustracje są utrzymane w szacie kolorystycznej, jaką widzicie na okładce. Czcionka jest większa, a imiona polskie, co sprawia, że jest to niezła publikacja do szlifowania umiejętności czytania, jak i samodzielnego odkrywania przygód Mopsa.

Każde spotkanie z Mopsem to ogrom radości. Moje dzieciaki wprost go uwielbiają. Niby taki spokojny pies, a wokół niego zawsze dzieje się coś szalonego. Mam nadzieję, że on się świetnie bawi ze swoją panią, bo my, kiedy o nich czytamy, wprost wybornie.

[Egzemplarz recenzencki]

"Pierwsza encyklopedia dla małych geniuszy"

"Pierwsza encyklopedia dla małych geniuszy"

Encyklopedia dla dzieci. Chyba w każdej dziecięcej biblioteczce znajdzie się publikacja tego typu. Na rynku można znaleźć ich mnóstwo i są chętnie kupowana na różne okazje – i przez bliskich dziecka, jak i przez instytucje, np. szkoły przedszkola. Jedną z nich jest „Pierwsza encyklopedia dla małych geniuszy” wydana nakładem wydawnictwa Świetlik. Czym czymś się wyróżnia?

Ta książka ma dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze opracowanie graficznie. „Pierwsza encyklopedia...” jest cudownie uporządkowana. Tu wszystko ma swoje miejsc i jest przejrzyście. Czy jest to duży obrazek jak w sekcji „ Łąka i jej mieszkańcy”, czy schemat „Ciało i narządy człowieka”, czy kolaż „Sporty letnie”, to kompozycja strony jest uporządkowana. Tekst i rysunki sobie nie przeszkadzają. Jedynie zwiększyłabym nieco czcionkę. Biorąc pod uwagę, iż tego typu publikacja może trafić w ręce i przedszkolaka, i ucznia zrobiłabym mały ukłon w stronę samodzielnego przeglądania, co większe literki jeszcze by ułatwiły.

Drugą rzeczą, która mi się szczególnie spodobała są mapki. Jest ich tu kilka i prezentują różne tematy np. zabytki Europy, miasta Polski (z charakterystycznymi obiektami), zwierzęta świata, a także zagadnienia geograficzne. I na owe mapki zwróciłam uwagę, bo to nie jest standard. Autorzy podobnych publikacji nie zawsze decydują się na tę formę prezentacji, a jest ona świetna – szczególnie dla wzrokowców – i pokazuje ogrom świata.

Tematycznie jest różnie. Jak to w podobnych książkach znajdziemy tu co nieco zwierzętach, o kosmosie, o samochodach, o jedzeniu, o ciele człowieka, o dinozaurach, o sporcie i in. Bo taka jest istota encyklopedii, pokazać wiedzę z różnych dziedzin. A w przypadku „Pierwszej encyklopedii dla małych geniuszy” udało się to zrobić w sposób przemyślany i estetyczny. Na prawdę dobrze to wygląda.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dobre bajki dla przedszkolaków. Idziemy na spacer!" Małgorzata Korbiel

"Dobre bajki dla przedszkolaków. Idziemy na spacer!" Małgorzata Korbiel

Przedszkolaki zasługują na dobre bajki. Na bajki pełne ciepła i wsparcia. Bo niewątpliwie moment pójścia do przedszkola jest wielkim wydarzeniem. Dziecko nagle musi czekać, dzielić się i w ogóle dostosować się do przedszkolnej dyscypliny. Jak sobie radzić w przedszkolnej grupie? Małgorzata Korbiel w książce „Dobre bajki dla przedszkolaków Idziemy na spacer” przytacza kilka historii, które mogą być pomocne.

Pierwszy z problemów to, kiedy dwójka dzieci chce bawić się tą samą zabawką. Jak poprosić? Czy można wymusić podzielenie się? Kolejna kwestia to rywalizacja. Czy zawsze ma sens? Następnie żart. Czym różni się ten śmieszny od nieśmiesznego? Czy można żartować z kogoś? W bajce „Teraz moja kolej” dzieci poznają sposoby na cierpliwe czekanie i dowiedzą się dlaczego czasami warto poczekać. W następnej mowa o sekretach i o tym, że warto przyznać się, kiedy zrobiło się coś źle. A w „Jestem najważniejszy” pani przedszkolanka podkreśla walor współpracy.

Jak wskazuje tytuł książki wszystko dzieje się poza salą przedszkolną, na spacerze. Korbiel sprytnie umieściła w swoich bajkach pory roku i zmiany jakie zachodzą w przyrodzie np. dzieci zbierają jesienne liście, albo dokarmiają ptaki. Jednak najważniejsze są relacje z rówieśnikami i podejście pani wychowawczyni. Autorka prezentuje różne sytuacje, które mogą być trudne dla dziecka, które nagle musi funkcjonować w grupie. W „Dobrych bajkach...” można obserwować, jak rozwiązać te problemy bez krzyku i furii. Jest to genialny sposób na modelowanie zachowania dziecka ku pewności siebie, asertywności, ale też empatii. Korbiel pokazuje, jak załatwić sprawę grzecznie i stanowczo, a pani Agnieszka – wychowawczyni z bajek – jest swego rodzaju moderatorem. Wspiera swoich przedszkolaków, mediuje i tłumaczy im, dlaczego warto właśnie tak postępować.

Po reakcji mojego synka na „Dobre bajki dla przedszkolaków...” widzę, jak ważne jest, aby prezentować dzieciom bliską im problematykę. I właśnie tym jest grupa przedszkolna , w której spędzają kilka godzin w ciągu dnia. Junior zakochał się w bajkach Małgorzaty Korbiel. Mam wrażenie, że kiedy je czytamy analizuje każde słowo. Mam nadzieję, że pomogą mu one poradzić sobie w konfliktowych sytuacjach, w jakich będzie uczestniczyć i załatwić je bez niepotrzebnego stresu.

[Egzemplarz recenzencki]

"Pierwszy słownik dla małych geniuszy"

"Pierwszy słownik dla małych geniuszy"

W obecnych czasach ogromną wagę przywiązuje się do nauki języków obcych. Już żłóbki i przedszkola kuszą potencjalnych klientów lekcjami tego typu. Koronnym argumentem w dyskusji o zasadności takich zająć jest wykorzystanie potencjału dziecięcego mózgu, który w pierwszych latach życia uczy się zaskakująco szybko i trudno z nim polemizować. Dlatego ja przychylnie patrzę na wszelkie próby nauki języka obcego przez zabawę, jak i publikacje wspierające ten proces. Jedna z nich ukazała się nakładem wydawnictwa Świetlik i zawiera podstawowe słówka w aż pięciu językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim i hiszpańskim. Zatytułowana ona jest „Pierwszy słownik dla małych geniuszy”.

Zacznę od tego, że jako wzrokowiec uwielbiam formułę słownika obrazkowego. I tutaj została ona rewelacyjnie wykorzystana. Grafiki są bardzo przemyślana. Nie ma w nich miejsca na zbędne ozdobniki. Ilustracja ma prezentować dany zasób słówek, a są to zarówno rzeczowniki, czasowniki, jak i przymiotniki, a nawet liczebniki i przyimki. Zaprezentowano słownictwo z takich obszarów jak zwierzęta, dom, szkoła, jedzenie, części ciała, zawody, sport, jedzenie, ubranie i in. Właściwe można napisać, że jest to taki pakiet wyrazów, od jakiego dzieci zaczynają naukę języka.

Pięć języków brzmi imponująco. Natomiast mam wątpliwości, czy przez to książka jest czytelna. Czy komunikat jest jednoznaczny dla młodego mózgu. Do każdego rysunku (czy też fragmentu) rysunku jest podpis, na który składają się jego nazwy we wszystkich pięciu językach. Świetnie pokazuje to różnorodność mowy, ale dziecko nie zawsze wie, na którym słówku ma się skupić. Na przykład nas, jak na razie, interesują wyłącznie angielskie określenia, więc praktykowałam zasłanianie pozostałych, aby córka poznała znaczenie słowa, ale też opatrzyła się z jego pisownią. Oczywiście, jeżeli wasze dziecko uczy się kilku języków, to taka publikacja sprawi, że jeden słownik będzie wsparciem przy nauce ich wszystkich.

„Pierwszy słownik dla małych geniuszy” to atrakcyjna publikacja. Trudno mi ocenić, czy umieszczenie, jedno pod drugim, określeń w różnych językach nie namąci w głowie dziecka. Nam wystarczyłby podobny słownik z wyłącznie angielskimi słówkami. Zwiększyłabym też nieco czcionkę, aby podpisy jeszcze intensywniej działały na zmysł wzroku. Natomiast kompozycja strony jest przemyślana. Tematyczne zbiory słów i ilustrujących je grafik mają wspomóc naukę i ułatwić zapamiętywanie, ale też szukanie potrzebnych określeń.

[Egzemplarz recenzencki]

"Dobre bajki o tym, że warto wierzyć w siebie" Małgorzata Korbiel

"Dobre bajki o tym, że warto wierzyć w siebie" Małgorzata Korbiel

Czasami wyzwanie może przytłoczyć, a komunikat „Nie dasz rady” podkopać pewność siebie. Jak z tym walczyć? Jak mądrze wesprzeć dziecko w jego strachu i obawach? Jak dać mu przestrzeń do próbowania? Może przyjdą nam na pomoc bajki? I to nie byle jakie. Małgorzata Korbiel przygotowała zbiorek opowiadań dla dzieci pt. „Dobre bajki o tym, że warto wierzyć w siebie”.

Bohaterami tych opowieści są różne zwierzątka. Nie do końca rozumiem dlaczego nie ludzie. Właściwie tylko w jednej bajce ważne są specyficzne umiejętności, jakie posiada jej bohaterka, a i okoliczności są raczej bliższe człowiekowi niż naturze. Uznajmy ten zabieg po prostu za dodatkową atrakcję. Nie zaprzeczę, że małpka na rowerze, czy rysiczka z plecakiem wyglądają uroczo i zachęcają do czytania.

A kogo dokładnie spotkamy w tej książce? Żyrafę Igę, która stresuje się przed ważnym meczem. Małpkę Ksawerego, który bardzo chce nauczyć się jeździć na rowerze. Rysiczkę Hanię i jej babcię, które wybierają się na górska wyprawę. Królika Janka, który nie chce przykładać się do zadań, bo uważa, że i tak nie potrafi ich dobrze zrobić. Rybkę Asię, która przekona się, że czasami warto przełamać strach. Lolo i Kiko, braci tukanów, którzy sprzeczają się, który z nich jest lepszy, starszy czy młodszy.

Magdalena Korbiel uchwyciła różne sytuacje, z jakimi musi zmierzyć się przedszkolak, a fabułę swoich bajek umieściła w znanym mu otoczeniu: dom, przedszkole, podwórko. Tłumaczy jak nie dać się stresowi czy to w czasie konkursów, czy publicznych występów. Oswaja porażkę tłumacząc, że to element nauki, a dzięki ćwiczeniom stajemy się za każdym razem nieco lepsi. Opowiada o tym, że czasami warto odpuszczać. Pokazuje, co odbiera nam strach, a także udowadnia, iż nie ma lepszych i gorszych. U Korbiel każdy jest wyjątkowy. Ma prawo do sukcesów i porażek, do rozwoju i realizacji swoich planów.

Myślę, że mali czytelnicy odnajdą się w tej książce. Opisane historie łatwo odnieść do codzienności. Być może twojemu dziecku też kiedyś nie wyszedł rysunek, upadło podczas jazdy na rowerze, albo zazdrościło starszemu bratu, że robi coś lepiej. Sprawmy, żeby te momenty nie zaważyły na jego samoocenie. Poświećmy mu dużo uwagi i zadbajmy o wspierające komunikaty. Bajki autorstwa Małgorzaty Korbiel nam w tym pomogą.

[Egzemplarz recenzencki]

"Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba" Justyna Bednarek

"Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba" Justyna Bednarek

Na rynku można znaleźć książki w konwencji „Biblia dla najmłodszych”, w których opowieści biblijne zostały napisane na nowo, językiem zrozumiałym dla dzieci. Justyna Bednarek w publikacji „Cuda Jezusa, czyli dlaczego pójdziemy do nieba” idzie o krok dalej. Rezygnuje z „suchej” narracji mającej na celu jedynie opowiedzenie historii. Śmiało zmienia perspektywę – osobową, a czasami też czasową – aby pokazać cuda Jezusa inaczej. Może lepiej, a na pewno ciekawie.

Przyznam, że zaskoczyło mnie podejście Justyny Bednarek. Decydując się na przeczytanie tej książki byłam gotowa na opowieści o cudach jakich dokonał Jezus, ale nie w aż tak zmienionej konwencji. Otwieram książkę, i na dzień doby „wita” mnie opowieść o pasterce Racheli, która długo czekała na dziecko, w której to ona sama jest narratorką. Następnie autorka przytacza dość znaną przypowieść, o weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie zabrakło wina. Tym razem przedstawionej z perspektywy panny młodej. Cud rozmnożenia pokarmu na pustyni relacjonuje – po wielu latach – sierota, który był świadkiem tych wydarzeń. Itd., itp. Zapoznajemy się z kolejnymi cudami i oglądamy je z innej płaszczyzny. Ba nawet współczesnej np. opowieść o monecie znalezionej w rybie wysłuchuje mały chłopiec pozostawiony pod opieką sąsiada, a historię figowca przytacza biolog podczas wykładu, a w jednym opowiadaniu narratorką jest.. świnia. Jak widzicie Justyna Bednarek śmiało wachluje się narratorami, aby uwypuklić walor cudu.

Małymi cudami są tez ilustracje w książce. Postacie (i inne detale) dziergane przez Annę Salomon zachwycają precyzją wykonania. Ktoś wpadł na niebanalny pomysł, jak zilustrować opowiadania Justyny Bednarek. Nadają one książce przytulnego, domowego charakteru. Dzięki nim przyznajemy, że cuda to coś wyjątkowego, ale też coś bliskiego, co może przytrafić się każdemu.

Pewnie część z was zastanawia się, czy taka książka to dobry pomysł na prezent na komunię albo święta. Myślę, że tak. Publikacje tego typu pozwalają dzieciom lepiej, w bardziej zaangażowany sposób przeżywać takie wydarzenia. Do tego Justyna Bednarek w ciekawym stylu uchwyciła i same cuda przypisywane Jezusowi, jak i ich mistyczny wymiar.

[Egzemplarz recenzencki]

"Niedźwiedzia przysługa" Nika Jaworowska-Duchlińska

"Niedźwiedzia przysługa" Nika Jaworowska-Duchlińska

Znacie takie określenie „niedźwiedzia przysługa”? A jak wyjaśnilibyście komuś, co ono znaczy? Nika Jaworowska-Duchlińska posłużyła się opowieścią. Opowieścią o niedźwiedziu, który chała dobrze, a wyszło... No sami sprawdźcie, jak wyszło.

Niedźwiedź z bajki kumpluje się, z zającami. Podsłuchuje ich rozmowę i stwierdza, że postępują lekkomyślnie. Chce ich nastraszyć i przekazuje nieprawdziwą informację. Skutki przerastają jego oczekiwania. Przekazywana z ust do ust plotka ewoluuje. Każdy dodaje do niej nowe szczegóły, aż groza ogarnia las. Jak to odkręcić?

Miś obrał sobie dość dziwną metodę, aby „zaopiekować się” kolegą. Od razu pomyślałam sobie, że to nie może zadziałać. Ale udało się co innego. Po pierwsze autorka świetnie pokazała, co znaczy określenie „niedźwiedzia przysługa”. Po drugie, zaakcentowała, iż należy ważyć słowa, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć efektów naszych działań.

„Niedźwiedzia przysługa” czyli niedługa bajka o dobrych chęciach. Ze zwierzętami w roli głównej powinnam dodać. Podkreślam to, bo mam wrażenie, że ci młodsi czytelnicy lubią takich bohaterów. A właśnie do nich kierowana jest ta książka. Dla czytelników od 3 roku życia.

[Egzemplarz recenzencki]



"Idealne jajko" Hazel Gardner

"Idealne jajko" Hazel Gardner

Pingwinek i Szczeniaczek są przyjaciółmi, chociaż znacznie różnią się temperamentem. Ten pierwszy jest skromny i spokojny, a drugi ma milion pomysłów na minutę. W książce „Idealne święta” stoczyli istny bój, o to jak spędzać Boże Narodzenie. Na horyzoncie Wielkanoc. Czy tym razem przyjaciołom uda się osiągnąć kompromis? Przeczytacie o tym w wierszowanej bajce autorstwa Hazel Gardner pt. „Idealne jajko”.

Muszę przyznać, że wielkanocna odsłona „Pingwinka i Szczeniaczka” wypada znacznie lepiej niż bożonarodzeniowa. Na hasło święta Szczeniaczek zaczyna zarzucać Pingwinka zwariowanymi pomysłami na wielkanocne jajo. My wyjątkowo się uśmialiśmy słuchając, co on wymyślił. „Jajokopter? Przecież jajka nie latają.” - komentował mój synek z łobuzerskim uśmiechem. Pingwinek próbuje stopować przyjaciela, ale ciężko uspokoić lawinę pomysłów, jaka pojawia się w głowie pieska. W końcu autorka doprowadza do kulminacji, której efektem jest kompromisowe rozwiązanie. Coś czego brakowała mi w książce „Idealna święta”. Idealne jajko, które pojawia się w finale tej historii może zadowolić i kochającego przesadę Szczeniaczka i spokojnego Pingwinka. A zwieńczeniem tej bajki jest morał, o wspólnym przeżywaniu świąt.

Bardzo udana książka dla dzieci. Hazal Gardner pokazuje, że każdy jest inny, ma inne potrzeby i ma prawo o nich mówić, a także oczekiwać ich poszanowania. Autorka dokłada do tej historii dużą łychę szaleństwa w postaci Szczeniaczka, co jest zabawne i wyjątkowo atrakcyjne dla młodego czytelnika, a kolorowe wydanie jeszcze ubarwia tę dynamiczną bajkę.

[Egzemplarz recenzencki]

"O kupie przez wieki" Suzie Edge

"O kupie przez wieki" Suzie Edge

Suzie Edge zapędziła się w smrodliwe zakamarki historii. Ale przemilczenie tego obszaru życia jest niemożliwe. Tematem jej pracy jest... kupa. Robi ją każdy. I monarcha, i podany. I bogaty, i biedny. Natomiast autorka książki „O kupie przez wieki” zadaje pytanie, jak oni to robili. Zaprasza nas na przegląd toaletowych zwyczajów z różnych epok.

Smrodliwy temat to całkiem ciekawa droga, aby pokazać dzieciom, że historia jest fajna. Że to nie tylko daty i nazwiska, ale też śmieszne, niesmaczne i wstydliwe anegdoty. Suzie Edge wychodzi od kupy, aby przybliżyć nam na przykład historyczne postacie. Chociażby taki Henryk VIII. Chcesz wiedzieć, jak on się załatwiał? Ok. Ale czy wiesz kto to w ogóle był?

Łatwo można odgadnąć narodowość autorki. Swoje rozważania zaczyna od Rzymian i Wikingów, ale potem skupia się na brytyjskim podwórku i sprawdza co kryje się w australijskich toaletach. Trudno mi powiedzieć, czy Wielka Brytania była jakaś reprezentacyjna pod względem zwyczajów toaletowych. I jestem daleka od przypisywania tej perspektywy jako wadę, bo – „po pierwsze primo” - celem książki jest nauka przez zabawę i rozbudzenie historycznej ciekawości, a także - „po drugie primo” - sama brytyjskich władców uwielbiam i z ciekawością zajrzałam tam, gdzie król chodzi piechotą.

Tym razem nie krzywię się na śmierdzący temat. Uważam, że droga jaką obrała Suzie Edge jest dobra. Cenię wszelkie książki, które skupiają się na anegdotycznej stronie historii. Które zachęcają do jej zgłębiania, bo to po prostu poszerza horyzonty. Czy droga prowadzi od toalety do wielkiej polityki? Na pewno kupki i inne smrodki wyjątkowo bawią dzieci, więc dlaczego nie podejść ich z tej strony. Niech poczytają o niej w ujęciu historycznym.


[Egzemplarz recenzencki]

"Kowboj Mops. Galopem po zwycięstwo" Laura James

"Kowboj Mops. Galopem po zwycięstwo" Laura James

Książka „Kowboj Mops. Galopem po zwycięstwo” rozpoczyna się od wspaniałej zabawy. Panna Miranda i jej nieodłączny towarzysz, piesek Mops, urządzili na podwórku prawdziwy Dziki Zachód. Podczas pogoni za złoczyńcami koń dziewczyny doznaje kontuzji. Co będzie jeśli znów pojawią się przestępcy? Jak panna Miranda dogoni ich bez wierzchowca? Czas na wizytę w stajni.

Książki o sympatycznym Mopsie to dynamiczna literatura przygodowa. Miałam już przyjemność prezentować wam morskie przygody Kapitana Mopsa. Tym razem panna Miranda zaaranżowała zabawę w kowbojów. Mały pies zamieni się w wybornego jeźdźca, któremu nie straszne żadne akrobacje, a zabawa w ściganie złodziei zamieni się w prawdziwy pościg. Ihaha.

Wydawca sugeruje, że jest to seria idealna dla dzieci w wieku 6-8 lat. Faktycznie książki te mają wszelkie cechy publikacji, które można czytać samodzielnie, jak i szlifować tę umiejętność. Natomiast Mopsa polubił też mój przedszkolak. Za co? Abstrahując od tego, że to przesłodki bohater, Laurze James udało się napisać książkę pełną przygód, opowieść przy której dziecko się nie nudzi, bo dużo się w niej dzieje. Bohaterowie „przeskakują” od tarapatów do tarapatów. I chyba to się dzieciom najbardziej podoba. Czytaniu tej książki towarzyszyły okrzyki: „Co?”, „O nie”, „I co teraz?” - i były one przepełnione ciekawością, zaangażowaniem i troską o bohaterów, ale też radością i wiedzą, że wszystko dobrze się skończy.

Na uwagę zasługuje to, jak autorka sprytnie wplata w fabułę charakterystyczne dla danej profesji słownictwo. Nie traci czasu na zbędne tłumaczenia. Tak dobiera słowa, aby czytelnik mógł domyślić się ich znaczenia z kontekstu. I jej się to udaje, a jak pojawią się jakiekolwiek wątpliwości można posiłkować się słowniczkiem, który znajdziemy na końcu książki. Dzięki tej publikacji dziecko dowie się m.in. kim jest czempion, co to rozeta, a także czym się różni kłus od galopu.

Jeżeli moje dzieci przyznawałby własny znak jakości to książki o Mopsie na pewno by go dostały. Wierzę, że inni młodzi czytelnicy również docenią fabułę pełną przygód i dynamiczną akcję. Wierzę, że inne dzieci będą również tak dobrze się bawić czytając przygody Mopsa i Mirandy.

[Egzemplarz recenzencki]

Copyright © Asia Czytasia , Blogger