Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MD Creative. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MD Creative. Pokaż wszystkie posty
"Królewska misja w Londynie" Pascal Prévot

"Królewska misja w Londynie" Pascal Prévot

Mały Sherlock wraz z przyjaciółmi odwiedzają Londyn. Podczas zwiedzania stolicy Anglii dostrzegają kruka i chłopca, który desperacko próbuje go złapać. Ciekawość zwycięża i mali detektywi zastanawiają się, o co może chodzić, a potem jak pomóc nowo poznanemu znajomemu. Okazuje się, że ta misja dotyczy rodziny królewskiej. Że kruki związane są z legendą, która nawiązuje do dziedziczenia tronu. Czy to wiecznie uciekające ptaszysko może mieć wpływ na wybór nowego króla?

W książce „Królewska misja w Londynie” mamy zadanie dla detektywów, a przy okazji trochę zwiedzimy stolicę Anglii. Bo właściwie taki jest plan młodych bohaterów – zwiedzać i poznawać. W książce znajdzie się słówko o Big Benie, jak i o wartach przed pałacem Buckingham. A Pascal Prevot – autor - jeszcze w to wszystko wmieszał rodzinę królewską. Genialne. Przecież oni też są symbolem państwa. Są wyjątkowo popularni. Budzą zaciekawienie i skupiają na sobie uwagę.

Przygody małego Sherlocka zostały wydane w cyklu „Czytam i prowadzę śledztwo”. To zobowiązuje. W tej, jak i w innych książkach wydanych pod tym szyldem, czytelnicy są zachęcani do rozwiązania szeregu zadań związanych ze sprawą. Bardzo fajne i angażujące zagranie.

Zaskoczyło mnie kiedy zobaczyłam z kim młodzi detektywi mają do czynienia w trakcie tej przygody. Myślę, że Pascal Prevot dokonał dobrego wyboru. To najprawdopodobniej na tym członku rodziny królewskiej będzie skupiona uwaga, kiedy nasze dzieci dorosną. Czy przypomną sobie wtedy legendę o kruku?

[Współpraca]

"Bestia na biwaku" Pascal Prévot

"Bestia na biwaku" Pascal Prévot

Tata Sherlocka zaprasza dzieciaki na biwak, a jak biwak to straszne opowieści. Tylko, że ta książka przygód Małego Sherlocka i jego przyjaciół zatytułowana jest „Bestia na biwaku”. Czy zobaczą prawdziwego strasznego stwora. Owszem. Ale bohaterowie tego cyklu starają się racjonalnie i praktycznie patrzeć na to co ich spotyka. Czym jest ten stwór, który rzuca dziwny cień? Czy to jakaś pradawna odmiana nosorożca? Zaczyna się tropienie, które też jest jedną z biwakowych aktywności.

Ależ ucieszyła nas kolejna porcja książek z cyklu „Mały Sherlock”. Jest to chyba ulubiony detektyw moich dzieci z serii „Klub detektywów”, która się rozrasta, ale o tym w innym poście. Razem z bohaterami książki dzieci muszą rozwiązać serię zadań, aby rozwikłać zagadkę. W „Bestii na biwaku” jedno jest całkiem ciekawe, bo teoretycznie nie sposób jednoznacznie na nie odpowiedzieć, ale nakierowuje nas ku rozwiązaniu sprawy.

Myślę, że dzieci polubiły te książki, bo to szybkie i angażujące opowieści. Owszem, kryminały. Ale nie trzeba do nich wracać, przypominać sobie i mozolnie składać elementy śledztwa. To jest taka fajna historyjka do przeczytania od razu. A to, że czytelnik aktywnie w niej uczestniczy – rozwiązując kolejne zadania – sprawia, że lepiej zrozumie, co się wydarzyło. Do tego, jest to niezła propozycja do samodzielnego czytania. Większy druk plus ilustracje sprawiają, że wydaje się ona dziecku przyjazna i taka też jest. Polecamy.

[Egzemplarz recenzencki]

Łamigłówki, zdrapki i kolorowanki z pojazdami

Łamigłówki, zdrapki i kolorowanki z pojazdami

Czy wasze dzieci też uwielbiają obserwować wielkie pojazdy? Swego czasu, w drodze do przedszkola mijaliśmy z Juniorem plac budowy. Codziennie musieliśmy zatrzymać się na chwilę i popatrzyć, jak postępują prace. Za to nasza znajoma musiała wypatrywać, czy nadjeżdża śmieciarka, bo jej synek musiał osobiście wrzuci do niej swoje śmieci. Myślę, ze większość rodziców może opowiedzieć takie anegdoty, bo wielkie pojazdy mają w sobie coś niesamowitego. Teraz możecie się nimi cieszyć nie wychodząc z domu, bo w ofercie wydawnictwa MD Creativ znajdziecie dwie książeczki, które gwarantują gors zabawy z pojazdami.

Po pierwsze „Supermaszyny” czyli książka z zadaniami i wypychankami dla dzieci. Kolorowanki, labirynty, szukanie różnic i podobieństw, balujących elementów czy ukrytych słów. Mamy tu cały arsenał łamigłówek przedstawionych w ładnej, kolorowej szacie graficznej. Do tego wypychanki, czyli elementy z których można zrobić samochodowe pamiątki np. własny plac budowy, czy oryginalne liściki.


Książeczka numer dwa to „Samochody. Zdrapki i kolorowanki”. Tu muszę napisać, że jest to zabawa dla rodziców, którzy nie boją się bałaganu. Dziecko musi zdrapać warstwę czarnej farby, aby odkryć ukryty obrazek. Jest to bardzo ekscytujące (sama uwielbiam dzieciom w tym pomagać), ale potem trzeba zebrać paprochy, albo poodkurzać. Jak wskazuje tytuł znajdziemy tu też kolorowanki. To plansze A4, gdzie czekają na nas różne pojazdy. Można je pomalować tak, jak na zdrapce, albo według własnego pomysłu.

Ja nie mogłam sobie odpuścić tych książeczek. Wiedziałam, że Junior z przyjemnością zasiądzie do pracy z nimi. Zresztą nie pierwszy raz o tym piszę. Dzieci mają swoje zainteresowania, a my możemy je sprytnie wykorzystać. Jeżeli twoje dziecko też lubi obserwować wielkie maszyny, to wiesz, co mu kupić.

[Egzemplarz recenzencki]

"Księga mody. Naklejkowe ubieranki": "Ślub" i "Moda gwiazd"

"Księga mody. Naklejkowe ubieranki": "Ślub" i "Moda gwiazd"

(…) pójdę jak na bal, nie obejrzę się; Nikt mnie nie zatrzyma, nie zatrzyma mnie.”1 śpiewał Krzysztof Krawczyk. A może jednak na chwilę się zatrzymamy, bo bal wymaga szczególnej oprawy. Chociażby taki strój. Piękne suknie pań eleganckie garnitury panów. One zasługują, aby zawiesić na nich oko. W kolejnych publikacjach z serii „Księga mody”, ubierzemy modelki i modelów na specjalne okazje. Zaprojektujemy kreacje ślubne oraz stroje na czerwony dywan. Nie będę ukrywać, że królują tu efektowne suknie, ale w zeszycie „Ślub” znajdzie się kilka garniturów.

Zaskoczyło mnie, jak każde z moich dzieci inaczej podchodzi do zabawy z tymi publikacjami. Starsza córka skupia się na stylu i walorach estetycznych. Zaczyna od bazy, a potem skrupulatnie dobiera dodatki, aby stworzyć kreacje idealną. Jej młodszy brat również zechciał zabawić się w projektanta i pomimo że to na pierwszy rzut oka „dziewczyńskie” gazetki świetnie się przy tym bawił. Natomiast on, młodszy przedszkolak, raczej nazywa poszczególne części garderoby, zastanawia się do czego służą i gdzie powinny zostać ubrane. A czasami, dla zgrywy, używa ich w nieoczywisty sposób np. robi z z butów okulary. A te świadome żarty są dla niego wielką radością.



Podsumowując. „Księga mody” czyli „naklejkowe ubieranki” to zabawa dla dzieci zarówno w wieku szkolny, jak i przedszkolny. Po moich dzieciach widzę, jak te publikacje ewaluują z wiekiem dziecka, a zabawa z nimi rozwija różne kompetencje od motoryki i rozwoju słownictwa, po kreatywność i estetykę. Niby tylko sukienki, a jednak....

1 „Za tobą pójdę jak na bal”, tekst Andrzej Kosmala, Andrzej Sobczak, muzyka Aleksander Maliszewski.

[Egzemplarz recenzencki]

"Między nami chłopakami. Zabawa z naklejkami"

"Między nami chłopakami. Zabawa z naklejkami"

„Między nami chłopakami. Zabawa z naklejkami”: Powinnam "obsmarować” pomysłodawcę tego tytułu, bo nie lubię podziału na dziewczęcy i chłopięcy świat. Wolę myśleć o świecie dzieci. Zresztą, jak wiecie, mam i córkę, i syna i codziennie obserwuję, jak dopełniają swoje światy. Powinna „obsmarować”, ale jak mam to zrobić skoro Juniorowi publikacja ta bardzo się podobała. Każda z plansz była ciekawa i każdą uzupełniał z entuzjazmem. Chyba muszę przyznać, że zaproponowane tematy są jednak nieco bliższe chłopcom.

Zróbmy tak, ja wam zdradzę, jakie plansze znajdziecie w tej książce, a wy ocenicie, czy to może być coś ciekawego dla waszego dziecka. Zabawę z naklejkami zaczynamy od Dino-safari, potem przenosimy się na turniej rycerski i mecz piłki nożnej, zanurkujemy w morskie głębiny, obejrzymy pokaz lotniczy i Monster Trucków, sprawdzimy co słychać na Dzikim Zachodzie, pójdziemy na misję z tajnymi agentami, polecimy w kosmos, przetrwamy inwazję potworów, wybierzemy się na wyspę piratów, a na koniec zajrzymy do warsztatu, w którym konstruuje się robota.


Generalnie poza fatalnym tytułem (może ktoś ma propozycję lepszego), muszę napisać o tej publikacji w samych superlatywach. Zabawa z naklejkami to świetny trening małej motoryki, która jest tak ważna chociażby przy nauce pisania. Do tego kolorowe plansze zachęcają do puszczenia wodzy wyobraźni, a także ciekawych rozmów. Tu można budować całe historie. Mój synek cudownie spędza czas z takimi książeczkami.

[Egzemplarz recenzencki]

Zabawa z naklejkami: "W wiejskiej zagrodzie", "Zwierzęta świata"

Zabawa z naklejkami: "W wiejskiej zagrodzie", "Zwierzęta świata"

Komu, komu naklejki ze zwierzętami? Chyba widzę kilku chętnych. Super, bo i naklejki i zwierzaki to dobry materiał do zabawy, Chciałam pokazać wam dziś dwie publikacje od wydawnictwa MD Creative: „Zwierzęta świata” i „W wiejskiej zagrodzie”. W obu wydawca obiecuje ponad 100 naklejek zabawy. W każdej z nich czekają na dzieci plansze, które należy wypełnić zwierzakami. Brzmi dobrze, prawda?

Są to takie publikacje , które cenię za „wolność”. Tu nie ma poleceń, nikt nam nie narzuca, co i jak mamy zrobić. Można dać się ponieść szaleństwu, mieć gdzieś zasady fizyki i sprawić, że owce będą latały, albo podejść do zadania metodycznie i ustawić je spokojnie skubiące trawę. Dobrym przykładem będzie tu karata z zepsutym traktorem. Najpierw synek spokojnie przyklejał urwane elementy, po czym nagle stwierdził, że on musi zrobić supermaszynę i go wzmocnić. Nie zaprzeczę, że powstał dziwny twór, ale z jakim entuzjazmem został on wykreowany.


Powyższa historia pokazuje też, że zaangażowanie rodzica można stopniować w zależności od potrzeby i zasobów. Książkę „Dzikie zwierzęta” można fantastycznie wykorzystać do rozmowy o różnych środowiskach, ale to ty – nie wydawca – jesteście moderatorami tej lekcji. Dajecie z siebie tyle, ile czujcie.

Na koniec jeszcze chciałabym przypomnieć, że naklejki to zarówno rozwój motoryki, ale też rozwój mowy. Mowa rodzi się w mózgu, a wszelkie logiczne wyzwania ten mózg pomagają rozwijać. Prezentowane publikacje dają nam i takie możliwości. Zaprośmy dzieci, aby zasadziły warzywa na odpowiednie grządki, albo przyporządkowały maluchy do swoich mam.



Znacie to, kiedy dziecko koniecznie chce się z wami bawić po powrocie z przedszkola, a w wy marzycie tylko o spokojnym wypiciu herbaty? Ja w takich chwilach wspomagam się właśnie podobnymi książeczkami. Rozkładamy się na kanapie, gadamy sobie i naklejamy, To są bardzo fajne momenty.

[Egzemplarz recenzencki]

"Tabliczka mnożenia z naklejkami i plakatem"

"Tabliczka mnożenia z naklejkami i plakatem"

Ostatnio często słyszę pytanie: „Jak M. radzi sobie z tabliczką mnożenia?”. Faktycznie jest to jakieś wyzwanie dla drugoklasistów. Dopiero co nauczyli się dodawać, a tu nowy typ działań matematycznych. Jeszcze wspominam, jak sama obliczałam tzw. słupki, aby zapamiętać kolejne działania, a teraz odpytuję własną córkę. Jak umilić sobie naukę tabliczki mnożenia? Wydawnictwo MD Creative zaproponowało zeszyt z naklejkami.

Nie bez powodu użyłam słowa „umilić”, bo raczej nie znajdziemy tu jakichś cudownych patentów na naukę tabliczki mnożenia. To raczej pomysłowe utrwalanie sobie przerobionego materiału. Można na chwilę odłożyć długopis i zeszyt, zamiast tego będą kurczaczki, świnki, kropki, truskawki, cyferki i inne naklejki. Coś tam autorzy tej publikacji próbują nam podpowiedzieć, a raczej podkreślić pewne prawidłowości, jednak to my musimy odwalić robotę z liczeniem. Natomiast w tak uroczym wydaniu jest ona na pewno przyjemniejsza.

Świetnym dodatkiem jest plakat. Ja, jako wzrokowiec, często obklejałam sobie pokój podobnymi materiałami i widziałam, że przynosi to efekty. Do tej pory nad biurkiem córki wisiała kartka z liczbami rzymskimi, ale te już opanowała, więc zamienię ją właśnie na ten plakat i będę M. zachęcać, aby na niego zerkała.

Czy tabliczka mnożenia jest taka straszna? Moim zdaniem nie. Przecież, jak się dobrze zrozumie, na czym ona polega zawsze można dobie dodać kolejną wartość, jeżeli mamy wątpliwości. Oczywiście dążymy do biegłego operowania nią w zakresie 100. A skoro możemy tę naukę uatrakcyjnić, dlaczego z tego nie skorzystać.

[Egzemplarz recenzencki]

"Jednorożce. Książeczka aktywizująca"

"Jednorożce. Książeczka aktywizująca"

Mam dziś dla was zaproszenie do wyjątkowego miejsca. Odwiedzimy krainę jednorożców, gdzie czeka na nas mnóstwo zabawy. Lśniąca rozsypanka, bieg wśród gwiazd, rysowanie pałacu, super smakołyki, tęczowa kolorowanka, zabawa w deszczu i mnóstwo słodkości.

Warto od czasu do czasu proponować pociechom tzw. aktywności stolikowe. I tu znajdziecie właśnie propozycje na spędzenie takiego czasu. Zebrane łamigłówki to nie tylko zabawa, ale też rozwój. Rozwój koncentracji, kreatywności, logicznego myślenia, motoryki. Poza labiryntami, kolorowankami, wyszukiwaniem szczegółów itp. znajdziemy tu elementy do wypchnięcia, z których możemy zrobić gadżety z jednorożcami np. zakładkę do książki, ramkę, dekoracje. Nie mogę zapomnieć o cudownych, świecących w ciemności naklejkach.


Taka książeczka z łamigłówkami w świecie jednorożców to genialna sprawa. Z jednorożcami jest chyba trochę, jak z dinozaurami. Większość dzieci ma okres fascynacji nimi, a wtedy z przyjemność sięgną po taką publikację.

[Egzemplarz recenzencki]

"Miarka się przebrała" Thierry Coppée

"Miarka się przebrała" Thierry Coppée

Ósmy zeszyt z przygodami Toto zatytułowany jest „Miarka się przebrała”. Czyżby nasz zgrywus przegiął. Czytam, czytam i czytam, aby się przekonać.

Nie bez powodu na okładce jest gabinet lekarski, bo w tym tomie znajdziemy kilka historyjek, kiedy klasa Toto uczestniczy w bilansie. Jak możecie się domyślić chłopiec będzie chciał poprawić swoje wyniki, aczkolwiek chyba (tym razem) nie wypadnie tak źle. Natomiast zaskoczy lekarza swoimi odpowiedziami. Nie brak tu też wątków rodzinnych i koleżeńskich.




No właśnie. Czytając już ósmy zeszyt „Żarcików Toto” stwierdzam, że bardzo go lubię, świetnie się bawię, ale brakuje mi uporządkowania pewnych tematów. Chociażby sytuacji rodzinnej chłopca. Sami możemy wydedukować, że jego rodzice się rozwiedli. Ale na przykład trudno ocenić z kim chłopiec mieszka. Opowiastki z jego perypetiami zostały wydane raczej przypadkowo. Są takie, które są ze sobą powiązane, ale nie jest to reguła, obok komiksu o wizycie u lekarza może pojawić się taki o odwiedzinach u babci. Można bronić tego komisu, że chodzi w nim o żart, o śmieszną scenę, komentarz. Owszem. Ale taka formuła sprawdza się, kiedy trafiasz na pojedynczy tom. Przy dłuższym czytaniu, chciałoby się wiedzieć coś więcej o tych bohaterach.

Moje uwagi nie zmieniają faktu, że z Toto niezły żartowniś, a komiksy z jego udziałem to kopalnia żartów. Idealna publikacja dla tych, którzy mają ochotę się pośmiać.

[Egzemplarz recenzencki]

"Zosia Gwiezdnoskrzydła. Tajemnica leśnej wróżki" Annette Moser

"Zosia Gwiezdnoskrzydła. Tajemnica leśnej wróżki" Annette Moser

Małe leśne wróżki czekają, na swój wielki dzień. W końcu dowiedzą się, jaka magia w nich drzemie. Wszyscy są podekscytowani, tylko Zosia się niepokoi. Nie czuje, jaki talent mogłaby mieć. A jeśli Kamień Prawdy nie znajdzie w niej ani odrobinki mocy? Mieszkańcy Baśniolasu mają jeszcze jedno zmartwienie. Wróżkowe Drzewo więdnie, a opiekujące się nim skrzaty nie mają pomysłu, jak mu pomóc. Wróżki bardzo się martwią, bo bez pyłku z drzewa nie będą mogły czarować, a ten jest na wyczerpaniu.

Zosia Gwiezdnoskrzydłą to bohaterka, która nie jest pewna siebie. Nie widzi swoich talentów. Wydaje się jej, że jest przeciętna. I trochę wstydzi się tej przeciętności. Woli zostać z tyłu, aby nikt się z niej nie śmiał. W bajce „Tajemnica leśnej wróżki” Anette Moser pokazuje, że nikt nie jest nijaki. Tu każdy wyróżnia się czymś innym. Każdy rodzaj magii jest wyjątkowy i potrzebny. A Zosia z – jak się okazało – nietypową mocą, to „agentka do zadań specjalnych”.

Piękne ilustracje i piękne przesłanie – tym wyróżnia się cykl o „Zosi Gwiezdnoskrzydłej”. Skromna postać, która dokonuje wielkich rzeczy. A dokonuje ich będąc sobą, używając swoich wrodzonych talentów. Bo każdy jest w czymś dobry. Być może ten talent nie zawsze jest od razu oczywisty, ale to nic. Bo będąc sobą, prędzej czy później odkryjemy naszą supermoc.


[Egzemplarz recenzencki]

"Klasa wesołków" Thierry Coppée

"Klasa wesołków" Thierry Coppée

W szkole nie musi być nudno szczególnie, kiedy macie w klasie jakiegoś wesołka. Taki to – czasami specjalnie, a czasami przez przypadek – podkręci atmosferę na nudnej lekcji. Nauczyciele już nie mają siły go dyscyplinować i tylko niepochlebnie machają głową słuchając jego komentarzy. Ale klasa ma ubaw. Takim wesołkiem jest Toto. A ja mam przyjemność zaprezentować wam 7 zeszyt jego wybryków pt. „Żarciki Toto. Klasa wesołków”.


Głowa Thierry'ego Coppe – francuskiego ilustratora i autora cyklu o Toto – jest pełna pomysłów. Czasami mam wrażenie, że on podsłuchuje i przerabia zabawne odzywki dzieci w te krótkie, jednostronicowe historyjki. W tym zeszycie mały wesołek m.in. spotka dawną koleżankę, nakabluje na wychowawczynię, poskarży się, że jest bity i pokłóci się z kolegą. Zwieńczeniami tych i innych anegdot będą przezabawne puenty, dzięki którym inaczej spojrzymy na to co mówimy i będziemy się dobrze bawić.

[Egzemplarz recenzencki]

Książeczki z naklejkami: "Dom", "Pojazdy i inne maszyny"

Książeczki z naklejkami: "Dom", "Pojazdy i inne maszyny"

Zabawa z naklejkami wydaje się taka niepozorna. Ot, plansza i elementy do „rozstawienia”. Jednak warto ją proponować dziecku, bo jest bardzo rozwojowa. Wspomaga zdolności manualne, kreatywność, logiczne myślenie, pomaga się skupić, prowokuje do rozmowy o kolorach, kształtach, a także zastosowaniu różnych przedmiotów. Mając do dyspozycji rożne tła i naklejki, dziecko musi zdać pytanie: „Gdzie to pasuje?”. Dziś chciałam pokazać wam dwie książeczki z naklejkami pełne słodkich zwierzaczków.

W pierwszej z nich, pt. „Dom” znajdziemy różne pomieszczenia: salon, łazienkę, kuchnię, sypialnię, a także ogród. Trzeba umeblować, udekorować, a także „wprowadzić” do nich mieszkańców. Publikacja numer dwa to „Pojazdy i inne maszyny”. Przy użyciu naklejek możemy zrobić zamieszanie na placu budowy, w mieście, w metrze, w pracy i na autostradzie. Dlaczego na budowie trzeba nosić kask? Czy można biegać po ulicy? Dyskutując o tym co i kto pasuje do danej planszy można poruszyć całkiem praktyczne tematy.

Przyznam się wam, że ja zawsze mam w zanadrzu książeczkę tego typu. To szybie rozwiązanie problemy pt. „Mamo, nudzi mi się!”. Rozkładamy się wtedy na łóżku, a ja pozwalam Juniorowi tworzyć nawet najbardziej zwariowane kompozycje. Dużo się przy tym śmiejemy i rozmawiamy.

[Egzemplarz recenzencki]

"Atak rekina" Pascal Prévot

"Atak rekina" Pascal Prévot

Mały Shelock z przyjaciółmi odwiedza dziadka, który jest oceanografem. Okazuje się, że w jego otoczeniu dzieją się dziwne rzeczy. Ginie sprzęt, a do tego w okolicach plaży ciągle kręci się żółty rekin. Ekipa Małego Sherlocka, nie bacząc na niebezpieczeństwo, postanawia zbadać tę sprawę. Czy nikomu nic się nie stanie? Przekonacie się czytając książkę „Atak rekina”.

W tym tomie na Małego Sherlocka i jego przyjaciół czeka przygoda w plażowej scenerii. Jednak muszą mieć się na baczności, bo pływający blisko brzegu rekin budzi niepokój. Właściwie trudno było mi złapać, co jest istotą sprawy w tej książce. Czy chodzi o wspomnianego rekina, czy zgubione akcesoria? Powiedzmy, że trochę o to, i o to.

Natomiast muszę przyznać, że ten żółty rekin jest wyjątkowo atrakcyjny. Mój synek długo nie namyślał się nad opinią o tej części. Od razu stwierdził, że bajka o rekinie musi być świetna, bo rekiny mają ostre zęby i w ogóle są czadowe. Można się z tego śmiać, ale to są takie drobiazgi, które zachęcają dziecko do sięgnięcia po książkę. Tak jak u mnie. Dla małego chłopca zafascynowanego groźnymi zwierzętami, rekin na okładce będzie obietnicą ekstremalnej przygody.

A dodać muszę, że w książkach z serii „Mały Sherlock” czytelnik jest częścią przygody. Pascal Prevot, autor książki, przygotował szereg zadań, które musimy rozwiązać razem z bohaterami. Są to zagadki logiczne w formie przerywników fabuły. Także czytelnik ma okazję wcielić się w rolę detektywa.

Książki z przygodami Małego Sherlocka są bardzo lubiane przez moje dzieci. Jest to seria kryminałów dla młodszych czytelników, angażująca ich w śledztwo przy pomocy zagadek do rozwiązania. Wydawca opatrzył te książki hasłem: „Czytam i prowadzę śledztwo” i ono świetnie do nich pasuje.

[Egzemplarz recenzencki]

"Wyprawa na koniec tęczy" Mila Berg

"Wyprawa na koniec tęczy" Mila Berg

W Lesie Życzeń panuje susza. Na horyzoncie widać burzowe chmury, ale nie zbliżają się do Lasu. Zresztą wyglądają bardzo złowrogo. Podobnie jak tęcza, zawsze obecna na skraju Lasu. Z każdym dniem jest coraz ciemniejsza. Mieszkańcy czują, że tam znajduje się źródło problemu, jednak boją się zapuścić na drugą stronę tak niespokojniej tęczy. Jednorożka Finya i jej przyjaciele zbierają w sobie resztki odwagi i wyruszają na drugą stronę tęczy. Czy uda im się znaleźć przyczynę suszy i sprowadzić deszcz do Lasu Życzeń? Mila Berg opisała wszystko w tomie „Mała Jednorożna z Lasu Życzeń. Wyprawa na koniec tęczy”.

Finya nie jest typem heroski. To taka bohaterka, której często coś nie wychodzi, a czasami duże, zdolne jednorożce się z niej śmieją. Jednak Finya nadrabia odwagą i chęcią do działania, a także niesienia pomocy. A w tym tomie to właśnie pomoc była najbardziej potrzeba. Przepracowanie, nadmiar obowiązków dał o sobie znać i nie wszystkie sprawy zostały dopilnowane.

Do tego Mila Berg sprytnie przemyciła ekotreści. Mieszkańcy Lasu Życzeń dostają nauczkę, że z przyrody nie można tylko brać, a jak już się bierze to trzeba robić to z umiarem, bo można naruszyć ekosystem, a odzyskanie równowagi jest pracochłonne.

W książkach o Finyi Mila Berg konsekwentnie pokazuje, że nie trzeba mieć supermocy, aby zostać bohaterem. A właściwie najlepszą supermocą jest twoja chęć do działania. Widać to bardzo wyraźnie również w „Wyprawie na koniec tęczy”, ale na tym się nie kończy morał tej ksiażki. Las Życzeń był na skaju katastrofy ekologicznej, jednak jego mieszkańcy dostali nauczkę i się opamiętali. Przekonali się, że należy dbać o swój kawałek świata.

[Egzemplarz recenzencki]

"As dowcipu"  Thierry Coppée

"As dowcipu" Thierry Coppée

Dawno nie przywoływałam naszego nadwornego śmieszka, Toto. W szóstym zeszycie komiksu z jego przygodami Thierry Coppée nazywa go Asem dowcipu. Trudno polemizować z tym określeniem, bo Toto zawsze ma jakąś odpowiedź i to zazwyczaj taką, która „zwala rozmówce z nóg”, a czasami też opiekunów.


W „Żarcikach Toto” śmiejemy się z prostego – a czasami wręcz logicznego – rozumowanie młodego bohatera i jego bezpośredniości. Toto niektóre polecenia nauczycieli bierze zbyt dosłownie, a czasami pomysłowo próbuje się wykpić od obowiązków. A na pewno warto przy nim trzymać jeżyk za zębami, bo nie wiemy, kiedy nasze własne słowa sprawią, że będziemy się wstydzić. No dobrze nie chcę was straszyć. Czytając perypetie Toto jesteśmy bezpieczni. Możemy dobrze się bawić śmiejąc się z jego tekstów.

[Egzemplarz recenzencki]

Łamigłówki, kolorowanki i zdrapki z dinozaurami

Łamigłówki, kolorowanki i zdrapki z dinozaurami

Na Dzień Dinozaura dzieciaki w naszym przedszkolu uczyły się piosenki „Dino, dino, dinozaury. Ktoś powiedział, że wymarły. A ja na to mu odpowiem, one żyją w mojej głowie.” Mam wrażenie, że te prehistoryczne gady żyją w głowach wielu dzieci, dlatego chciałam pokazać wam dwie publikacje, w których to właśnie one wiodą prym. Wierzę, że ucieszą one wiele dzieci.

Pierwsza z nich ma wiele mówiący o zawartości tytuł „Dinozaury. Zdrapki i kolorowanki”. Dziecko może zdecydować, czy woli odkrywać, co chowa się pod czarną farbą, a może samemu chce dodać dinozaurowi koloru. Co jest fajne, przy kolorowaniu zwrócono uwagę na cechy szczególne danego stworzenia poprzez specjalne zadanie np. w przypadku ankylozaura trzeba dorysować coś na jego ognie zakończonym buławą. Natomiast moje dzieci wybierają raczej zdrapki niż kolorowanki. Chyba lubią ten dreszczyk emocji, jaki towarzyszy odkrywaniu kolejnych fragmentów rysunku.

Publikacja numer dwa to zbiór łamigłówek pt. „Dinozaury. Książeczka aktywizująca”. Na „dzień dobry” wita nas zestaw naklejek z ruchomymi oczami. Dodam, że nie służą do rozwiązywania zadań z książki. Można je wykorzystać dowolnie np. do ozdoby pokoju lub pracy plastyczniej. W środku czeka na dziecko szereg zadań, głownie na spostrzegawczość, liczenie, ale też jakieś labirynty, kolorowanki, elementy kodowania czy wyszukiwanka słów. Autorzy próbują przemycić co nieco ciekawostek nt dinozaurów np. co jadły, aczkolwiek nie jest to ich główny cel. Tu głównie chodzi o rozwojową zabaw, daje możliwość ćwiczenia poprawnego chwytu, koordynacji ręka oko i logicznego myślenia.


Nie raz przekonałam się, że gwarancja sukcesu statolitowych aktywności jest odpowiednia oprawa, a oferta książeczek aktywizujących jest tak bogata, że warto wybrać dla dziecka coś, co je interesuje. Kto jest gotowy na świetną zabawę z dinozaurami? My zawsze.

[Egzemplarz recenzencki]

"Zosia Gweizdnoskrzydła. Przygoda w szkole wróżek" Annette Moser

"Zosia Gweizdnoskrzydła. Przygoda w szkole wróżek" Annette Moser

Zosia Gwiezdnoskrzydła uczęszcza do szkoły wróżek. Tam każdy uczeń „szlifuje” swoje moce. Zosia jest wyjątkową uczennicą, bo jest jedyną gwiezdnoskrzydłą wróżką w całym Baśniolesie. Niestety nie zalicza się też ona do najlepszych uczennic. Jej magia jest delikatna, ulotna, a Zosia nie potrafi jej utrzymać na dłużej. Potrafi ją przyzwać i rozświetlić swoje skrzydła, ale zazwyczaj te po kilku chwilach gasną. Zosia jest coraz bardziej zniechęcona. Czy jej mentor znajdzie sposób na opanowanie magii gwiazd?

Jak widzicie Annette Moser wykreowała bohaterkę, której nie wszystko wychodzi, a nawet więcej nie wychodzi. Ale autorka bardzo w nią wierzy. Doprowadza do sytuacji, gdzie bardziej utalentowane wróżki stają się przyczyną problemu, który Zosia – dzięki swojej magii – rozwiązuje. Z mało utalentowanej uczennicy staje się bohaterką szkoły.

Zosia bardzo przypomina mi Finyę z cyklu „Mała jednorożna z Lasu Życzeń”. To taki sam typ bohaterki. Obie są dobre, zdeterminowane, ale nie mogą zapanować nad swoja magią. Potrzebują bodźca, który pozwoli ją wyzwolić. One są stworzone do działania. Sytuacje trudne budzą w nich to co najlepsze. Są sprawdzianem, który zdają na 6+ i uwadniają sobie i światu, jak wiele są warte.

Dodająca wiary w sobie treść w pięknej oprawie – czego chcieć więcej? To właśnie oferują nam książki o Zosi Gwiezdnoskrzydłej. To opowieści, które dodają skrzydeł. Udowadniają, że każdy może zostać bohaterem. Czytajcie, bo warto.

[Egzemplarz recenzencki]

"Zagadka zagubionego zęba" Pascal Prévot

"Zagadka zagubionego zęba" Pascal Prévot

O wróżce-zębuszce słyszał chyba każdy. Odkupuje od dzieci zęby, które im wypadły. Po co? Kwestia ta pozostaje do wyjaśnienia dla autorów powieści grozy, jeśli wiecie co mam na myśli. Ale, ale. Emilka, przyjaciółka Małego Sherlocka, przeżywa mały horror. Zgubiła ząb, który jej wypadł. Czyżby miała nie dostać pieniążka od wróżki? Przyjaciele spróbują rozwiązać „Zagadkę zagubionego zęba”.

Oto kolejna okazja, aby poczytać przygody Małego Sherlocka i razem z nim poprowadzić śledztwo. W tej sprawie młodzi detektywi stawiają kilka hipotez i metodycznie je sprawdzają. Może brzmi to nieco mozolnie, jednak czasami to właśnie tak wygląda praca detektywa. Nie zawsze są wskazówki, za którymi można podążać. Tym razem łatwiej odrzucić to co niemożliwe niż szukać punków zaczepienia.

Moje dzieci bardzo lubią książki o „Małym Sherlocku”, a i ja chętnie im je czytam, bo angażują szare komórki. Szereg zadań do wykonania sprawia, że czytanie zmienia się w przygodę. Tym razem jednak mam jedną uwagę. Dzieciaki się jeszcze nie zorientowały, ale w mojej ocenie, finał jest dziwny. Nie zdradzę wam, co stało się z zębem Emilki. Powiem tylko, że znalazł go Watsonek w miejscu, do którego chłopcy raczej nie powinni wchodzić. Co on tam robił? To materiał na moje prywatne śledztwo.

[Egzemplarz recenzencki]

"Wielka akcja w Aquaparku" Pascal Prévot

"Wielka akcja w Aquaparku" Pascal Prévot

Jak powszechnie wiadomo ryby żyją w wodzie, a na basenie tej wody niewątpliwe jest sporo. Tylko, czy to dobre miejsce dla ryb? Gucio, zmartwiony tym, jak mało miejsca mają szkolne rybki w akwarium postanowił przenieść je do większego zbiornika. Nie przewidział jednego: Że ryby nie będą się go słuchać. Rozpoczyna się „Wielka akcja w Aquaparku”, podczas której Mały Sherlock i przyjaciele będą musieli znaleźć wszystkie zaginione rybki.

Zadanie nie jest łatwe. Kompleks basenowy jest duży, a rybki malutkie. Drużyna musi wypatrywać oczu za wskazówkami, jak i uważnie nasłuchiwać, czy ktoś może nie widział czegoś nietypowego. Czytelnik jest wsparciem w poszukiwaniach. Razem z bohaterami musi (albo może) wykonać szereg zadań, które pomogą w odnalezieniu uciekinierów.

Akcja w Aquaparku bez zmoczenia gatek? To jest możliwie tylko dzięki książkom. Pascal Prévot przygotował historię wśród basenów, ale nie ryzykujemy poślizgnięcia. Z suchego fotela rozwiązujemy kolejne zagadki. Chociaż może ktoś z was faktycznie znalazł rybkę na basenie? Ciekawe skąd się tam wzięła.

[Egzemplarz recenzencki]


Copyright © Asia Czytasia , Blogger